top

Logowanie

Wesprzyj Bajkownię

     Twórz z nami Bajkownię!

Kto jest Online

Odwiedza nas 274 gości oraz 0 użytkowników.

Przyjaciele Bajkowni


wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


Bogdan Dmowski czyta wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


bajki dla dzieci


zloty jez


© Copyright by Bajkownia.org - Fabryka Bajek, Powered by Joomla! Valid XHTML and CSS.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 

 

 

Bajka dla dzieci - Kłopoty Pani Ziemi

To opowiadanie - bajka otrzymało 2 nagrodę w konkursie literackim "Problemy Pani Ziemi"

Wysoko na niebie w pałacu zbudowanym z pyłu kosmicznego, do którego szło dostać się tylko mleczną drogą, mieszkała kosmiczna rodzina; Słonko ze swoją żoną Nocą, synem Księżycem i córkami Gwiazdeczkami.

Jak to w zgodnej rodzinie bywa, wszyscy kochali się bardzo i pomagali sobie nawzajem. Każdy miał wyznaczone jakieś obowiązki. Słonko świeciło w dzień, zaś gdy tylko było ciemno Noc przyjmowała obowiązki męża i doglądała swoje dzieci. Dzieci, jak to dzieci, nieraz psociły i zamiast świecić, to kryły się za czarne chmury. Noc strasznie się wtedy gniewała i przywoływała je do porządku. A to wszystko dla Pani Ziemi, która mimo swoich lat dobrze się trzymała. Ziemia bardzo kochała Słonko, jego żonę Noc i ich dzieci. Była bardzo wdzięczna za opiekę i ciepło szczególnie Słonku, bo gdyby nie ono już dawno by skostniała z zimna i mrozu. No a gdyby nie było Nocy i jej dzieci czułaby się okropnie, bo strasznie bała się ciemności. Wszystko było dobrze do czasu aż jakiś czarny trujący dym zjawił się nad Ziemią. Przysłonił on cały blask Słonka. Na świecie zrobiło się zimno.
Nawet Noc gdy tylko przyszła jej kolej nie mogła dostrzec Pani Ziemi, mimo że jej syn Księżyc i córki Gwiazdeczki świeciły pełnym blaskiem. Kosmiczna rodzina postanowiła zrobić naradę. Wszyscy zgodnie uznali, że trzeba jakoś pomóc Ziemi, bo biedaczka umrze z zimna. Nie chodziło tylko o samą Ziemię, ale też o wszystko, co się na niej znajdowało: rośliny, drzewa, ptaki, zwierzęta no i ludzi. Trzeba dojść do tego kto lub co spowodował, że świat który dotąd żył w takiej harmonii, nagle stał na progu katastrofy. Słonko postanowiło przebić się przynajmniej jednym Promykiem przez gęsty dym, chociaż wiedziało, że będzie to bardzo a to bardzo trudne. Jeżeli mu się uda, zbada na miejscu przyczynę takiego stanu rzeczy. Na tę niebezpieczną podróż wybrało najdogodniejszy moment - samo południe - gdyż wtedy najjaśniej i najmocniej świeciło. Po paru bardzo a to bardzo ciężkich próbach udało się wreszcie Promykowi przedrzeć przez czarny i gęsty jak smoła dym. To co zobaczył przeszło jego najgorsze oczekiwania. Obok niedużej piaszczystej plaży, kilkanaście metrów od brzegu rozlało się morze ognia. Duszący dym unosił się prosto do nieba, przysłaniając widoczność, która była tak słaba, że nie było widać ludzi, którzy ze zgrozą bezradnie patrzyli na to morze ognia. Na jego krańcach widać było tłustą, gęstą plamę. Zaś w samym środku jakiś duży statek, który resztkami sił próbował uciec, jak najdalej od płomieni. "To tankowiec, który przewoził ropę - pomyślał Promyczek - ale jak to się stało? Dotąd dużo statków bezpiecznie przewoziło takie ładunki i zawsze docierały do portu. Coś nie tak. Ktoś tu zawinił. Tylko kto, i co tu zrobić? Co tu zrobić, żeby ogień się nie rozprzestrzeniał?" W tym całym zamieszaniu nawet nie zauważył, że na pomoc przybyła cała eskadra innych statków, które miały na swoim pokładzie dziwne żelazne zwierzątka. Ludzie nazywali je pompami, które po podłączeniu do grubych węży połykały tłuste plamy ropy. Były przy tym bardzo głośne i pracowały na pełnych obrotach, żeby połknąć jak największą ilość tłustej plamy. Potem transportowały ją do brzuchów tankowców, które przybyły na pomoc. Sytuacja była na tyle trudna, że duża część morza pokryta czarną, oleistą plamą nadal płonęła. Ale w końcu i ogień zgasł. Kiedy brzuszki tankowców były już pełne, przewieziono tę ropę do portu. Promyczek Słonka poleciał na plażę. Wędrując po niebie zobaczył mnóstwo ptaków morskich oraz ryb. Ciekawy bardzo, co się dzieje, zszedł niżej by podsłuchać ludzi, którzy chodzili po plaży i zabierali żyjące jeszcze ptaki. Kiedy usłyszał, że lepka maź skleiła pióra ptaków morskich, które bezradnie tłukły się po plaży zrozumiał, że rozlana ropa to straszne niebezpieczeństwo dla ryb i innych zwierząt wodnych. Uniemożliwia ona zwierzętom wodnym poruszanie się, oddychanie i odżywianie się, a jej gruba warstwa na wodzie nie przepuszcza potrzebnego tlenu i promieni Słonka. Ropa bardzo szybko rozprzestrzenia się po powierzchni morza, tworząc na wodzie tłustą plamę. Pojawili się jacyś ludzie w dziwnych kombinezonach, którzy zbierali tę tłustą plamę. Promyczek zauważył, że na pomoc ludziom w likwidowaniu plamy ropy ruszyły maleńkie stworzonka, przez ludzi nazwane bakteriami, które stopniowo usuwały plamę. Zjadały przy tym cały tlen rozpuszczony w wodzie. Chociaż pracowały bez wytchnienia nie umiały sobie z tym poradzić.
"O to straszne nieszczęście" - pomyślał Promyk i szybko pobiegł z powrotem do Słonka. Po długiej naradzie kosmiczna rodzina ustaliła, że będzie świecić ludziom na zmianę, żeby mogli zebrać z powierzchni morza jak najwięcej ropy, by zanieczyszczenie było jak najmniejsze. Tym razem dzięki bardzo ciężkiej pracy ludzi, wysiłkowi Słonka i jego pomocników udało się zapobiec większemu skażeniu.
Ziemia odetchnęła z ulgą jednak nie na długo. Po tym wypadku Słoneczko jakoś źle się poczuło i poszło spać za ciemne chmury. Deszcze tylko na to czekały. Wydostały się z chmur i spadały dużymi, rzęsistymi kroplami na ziemię. Padały tak przez kilka dni. Ziemia nasiąkła wodą tak mocno, że już nie mogła przyjąć więcej deszczu, który jak na złość padał bez przerwy. Rzeki i strumyczki rozlały się po polach. Zalały zasiane ziarna zbóż, porywając ze sobą to co napotkały po drodze. Ziemia czuła się bezradna, bo jej mieszkańcy stracili domy. Utonęło dużo zwierząt, a nawet ludzi. I tym razem Ziemia poprosiła Słonko o pomoc. Zbudzone Słoneczko bardzo rozzłościło się na deszczowe chmury. Wyszło na niebo, przepędzając je za góry i morza. Posłało nawet swoje Promyczki na ziemię, by osuszyły pola lasy i wszystkie zakamarki. Resztę zrobili sami ludzie. W domach, które ocalały pootwierali okna, by osuszyć ściany. A kiedy już było w miarę sucho, wyruszyli na pola, żeby zasiać ziarna zbóż, które udało się uratować. Ziemia i tym razem dzięki Słoneczku została uratowana.

Minęło parę miesięcy. W pewnym dalekim ciepłym kraju na południu, karawana wielbłądów ruszyła do miasta Oazy, która znajdowała się na środku pustyni. Mieli przed sobą długą drogę przez piaszczystą równinę. Wśród podróżników był wielbłąd Garbusek. A że brał udział w takiej wyprawie po raz pierwszy nie bardzo wiedział jak się zachować na wypadek gdyby zabłądził. Co prawda jego ojciec doświadczony piechur pouczył syna jak ma w takiej sytuacji postępować. Ważne by w czasie nocy obserwować gwiazdy na niebie. Garbuskowi, psotnemu wielbłądzikowi, nauki Ojca weszły jednym uchem a drugim wyszły. Ale to co najważniejsze zapamiętał. Zapadał wieczór i karawana była już bardzo zmęczona, a szczególnie Garbusek, który ledwo włóczył nóżkami. Usiadł na piasku. - Idźcie dalej sami ja was dogonię, tylko troszeczkę odpocznę - powiedział do towarzyszy drogi.
- Ziemio pozwól że się położę.
- Oczywiście - odpowiedziała Ziemia - już użyczam miejsca.
Garbusek usiadł wygodnie na piaszczystym posłaniu i zasnął. Kiedy się zbudził była bardzo ciemna noc.
- I jak ja teraz znajdę kierunek? Pani Ziemio, pomóż.
Ziemia czuła się trochę odpowiedzialna za to, że pozwoliła Garbuskowi położyć się na piasku, trzęsła się ze strachu i zimna. Zobaczyła to Pani Noc i szybko pobiegła po swoje córki, które wybierały się na całonocny spacer po niebie.
- Moje kochane dość tego strojenia. Pani Ziemia potrzebuje pomocy. Zabrać mi złote latarenki i szybciutko na niebo. Ty Gwiazdo Południa, zabierz największą, żeby cię było widać z daleka. No już już nie ociągać się - zawołała. Gdy tylko Gwiazdki pojawiły się na niebie, od razu zrobiło się jaśniej. Garbusek nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Dziękuję, dziękuję - zawołał. - Teraz już wiem, gdzie mam iść. Gwiazda Południa wskaże mi drogę.
Nad samym ranem, gdy było jeszcze ciemno, wielbłądek ruszył w drogę. Pani Ziemia zadowolona z takiego obrotu sprawy uspokoiła się nieco.
- Do widzenia Garbusku i pozdrów moją perełkę, Oazę! - zawołała na pożegnanie do Garbuska.
- Do widzenia i dziękuję za wszystko. Już nigdy nie będę się oddalał od karawany, chociażbym był bardzo a to bardzo zmęczony - odpowiedział Garbusek.
I tym razem sprawa zakończyła się szczęśliwie. Garbusek dotarł cały i zdrowy do miasta, a gdy tylko przekazał pozdrowienia od Ziemi, Oaza przyjęła go bardzo serdecznie. Użyczyła mu cienia pod palmami, poczęstowała zieloną, świeżą trawką i jeszcze napoiła ożywczą wodą.

Tymczasem, na dalekiej północy zbliżała się wiosna, ale i tak było ciepło, jak na tę porę roku. Biały Niedźwiedź, mieszkaniec tej krainy, usłyszał przez gadające pudełko, jak był w odwiedzinach u takich dziwacznych bezfuterkowych istotach, że nazywa się to ociepleniem klimatu. Grozi to wielkim niebezpieczeństwem, nie tylko dla nich samych, ale dla całej Ziemi. Wskutek ocieplenia stary lód topnieje, ciągle go ubywa, przez co zmniejsza się zapas słodkiej wody. Niedźwiadki polarne będą musiały zmienić sposób żywienia. Jak będzie trochę cieplej, to Niedźwiadki będą musiały żywić się trawą lub korą drzew, a ich zęby są zbyt małe, żeby przeżuwać to jedzonko. I dlatego mogą zginąć. Pani Ziemia bardzo martwi się tym faktem i nie wie co robić. Tu muszą jej pomóc mądrzy ludzie. Ziemia w to wierzy, bo już nieraz się przekonała, że są wśród nich nie tylko źli i nieodpowiedzialni, ale też mądrzy i przewidujący. Jak na razie czeka z niepokojem na dalszy ciąg wypadków. Ale jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Właśnie dostała wiadomość od echa, że nad wielką rzeką, tam gdzie jest ciepło i wilgotno, ludzie zaczęli wycinać lasy, bo drzewo były im potrzebne do budowy domów, szkół, kościołów i sklepów. Ziemia rozumie, że muszą gdzieś mieszkać, ale to co Oni robią, to przekracza wszelkie granice. Wycinają wszystkie drzewa, pozostawiając za sobą pustą przestrzeń. Wszystkie zwierzęta, te małe i duże, straciły swoje domki i biedaczki nie wiedzą gdzie się podziać. Ludzie sprowadzili jakieś duże potwory które równają teren a robią przy tym tyle hałasu, że te zwierzątka, co tylko mogły pouciekały w głąb lasu. Co z tego? Potwory idą za nimi. Czy one nie wiedzą, że lasy produkują tlen, który jest potrzebny do życia? Wchłaniają też wodę, która paruje i na nowo spada na ziemię w postaci deszczu, a ta jest potrzebna do życia nie tylko roślinkom i zwierzątkom, ale też ludziom. Ziemia i wszystkie zwierzątka, którym groziła zagłada, tak się tym martwiły, że nie zwróciły uwagi, na dwunożne ludki, które przyszły na to miejsce. Przyniosły jakieś przyrządy podobne do łopatek i zaczęły kopać dołki.
"Ale znalazły sobie zabawę" - pomyślała paproć, która jakimś cudem ocalała. Kiedy jednak pod opieką dużego zielonego Luda, dwunożne ludziki zaczęły sadzić malutkie drzewka, paproć nie wytrzymała.
- Pani Ziemio! A jednak są na tym świecie mądre i dobre istoty - powiedziała.
- Po paru latach z zasadzonych drzewek wyrośnie duży las - odpowiedziała Pani Ziemia. - I bardzo się z tego cieszę, bo dzięki temu przeżyjemy, a ja nie muszę się martwić.
I tu skończyło się dobrze. Drzewka rosły sobie beztrosko. W ich koronach ptaszki zakładały gniazda a zwierzątka biegały po trawie, skubiąc zieloną trawkę. Tymczasem na północy w krainie węgla zdarzyło się nieszczęście. Pani Ziemia podarowała kiedyś Kretom, mieszkańcom węglowej krainy, duże czarne twarde bryły, które paliły się i ogrzewały ten pracowity ludek. Te bryły nazywali czarnym złotem. Krety wydobywały je na powierzchnię. Widocznie jednak nie zadbały, by miejsca po tym czarnym złocie wypełnić starannie jakimś innym materiałem, dlatego to całe nieszczęście. Na powierzchni ziemi zrobiła się ogromna dziura, a wszystkie domki, które tam były zaczęły pękać i nie nadawały się do zamieszkania. Krety musiały przenieść się gdzie indziej i wybudować sobie nowe domki.
"No trudno - pomyślała Pani Ziemia - coś za coś". Ale Krety nie dawały za wygraną i dalej wydobywały ten skarb, ale teraz już bardzo a to bardzo uważały, żeby dokładnie wypełnić miejsca po węglu. Pani Ziemia przez chwilę odetchnęła i już chciała sobie zrobić wakacje, a tu nowy kłopot. Głęboko, głęboko pod powierzchnią skorupy zaczęła pękać, co wywołało okropne trzęsienie. Ziemia bardzo się przestraszyła, nie mówiąc już o wszystkich mieszkańcach. Myszy, szczury, ptaki i psy dziwnie się zachowywały. Część z nich, gdy tylko poczuła, że coś się dzieje uciekła ze swoich domów. Te zawaliły się z hukiem, grzebiąc tych co nie zdążyli uciec. A co się działo potem, to było coś okropnego! Syreny wyły, telefony się nie urywały. Ci co ocaleli szukali swoich krewnych. Nikt nawet nie przypuszczał, że nadchodzi najgorsze. Ogromne fale jak tylko się dowiedziały o trzęsieniu, kipiąc ze złości, że ktoś budzi ich spokój, pobiegły w kierunku lądu, zalewając wszystko co tylko było na ich drodze. Zniszczenia były ogromne. Tu nie pomogło już ani Słoneczko ani Gwiazdki, ani Księżyc, którzy patrzyli bezradnie z góry na zniszczenia, współczując mieszkańcom jak i samej Pani Ziemi, że tak cierpi. Nie mogły na to nic poradzić. Po wielu, wielu latach pęknięcia się zagoiły, ale Pani Ziemia nie była pewna czy lada chwila rany się nie odnowią. Na razie nie myślała o tym, bo miała znowu nowy kłopot. Wielka góra ognista, która dotąd sobie smacznie spała, zbudziła się ziejąc ogniem i wyrzucając z wściekłością tony czarnego pyłu, który przysłonił cały blask Słonka. Zapanowały takie ciemności, że nawet Noc nie była zadowolona, bo musiała bez przerwy trzymać dyżur na niebie. Wszystkie zwierzątka uciekały w popłochu przed spływającą rzeką ognistej lawy. Najgorzej było z tymi, co spali i nie słyszeli nadciągającego niebezpieczeństwa. Wściekła lawa przykrywała domki, drzewa, lasy i zagrażała dolinie. A że niedaleko było morze ktoś wpadł na pomysł, żeby wykopać długi rów i tam skierować lawę. Wszyscy mieszkańcy ruszyli do pracy. Kopali dzień i noc. Kiedy już było wszystko gotowe trzech odważnych śmiałków ruszyło do pracy. Pozakładali w szczelinie kamienia jakieś dziwne paczki. Te po podpaleniu wybuchały, robiąc duży otwór. Lawa pobiegła w stronę otworu, a tam już czekał na nią rów, który poprowadził ją do morza. Fale morskie tylko na to czekały. Z wściekłością rzuciły się na gorącą lawę. Ta ze strachu zamieniła się w twardą skałę i nie mogła wrócić z powrotem. Do tej pory siedzi na brzegu morza. Pani Ziemia była tym wszystkim już bardzo, a to bardzo zmęczona. Postanowiła odpocząć. Położyła się wygodnie na kosmicznej drodze i zasnęła. Spać będzie tak długo jak długo na to pozwolą jej kłopoty, które jak na razie śpią razem z Panią Ziemią.

 

 

 

 

Dodaj bajkę

Szukaj

"Odkryj e-wolontariat"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek nagrodzona!

Bajkownia.org -Fabryka Bajek zajęła 2 miejsce w ogólnopolskim konkursie "Odkryj e-wolontariat""

Patronat medialny

 

 190x120 anim bajk

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek wspiera akcję Ministerstwa Środowiska - "Pobierz aplikację na smartfona i zagraj z dzieckiem w „Posegreguj śmieci”.  Sprawdź kto z Was zostanie mistrzem w segregowaniu?"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - druga tura konkursu na najlepsze strony Internetu

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - Złota Strona Tygodnia Wprost lipiec 2012