top

Logowanie

Wesprzyj Bajkownię

     Twórz z nami Bajkownię!

Kto jest Online

Odwiedza nas 226 gości oraz 0 użytkowników.

Przyjaciele Bajkowni


wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


Bogdan Dmowski czyta wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


bajki dla dzieci


zloty jez


© Copyright by Bajkownia.org - Fabryka Bajek, Powered by Joomla! Valid XHTML and CSS.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 

Bajka dla dzieci - Furia

 

Tę bajkę napisałam z myślą o kilkuletnich (5 wzwyż) dzieciach, które... Zresztą dla wszystkich. Furia ludzka rzecz.

Bajka dla dzieci - Furia

 


Powyżej przedstawili się bohaterowie drugoplanowi, którzy pojawiają się we wszystkich moich bajkach "od brzega do brzega" (kartki). Ilustrację wykonałyśmy wspólnie z Anią Smak-Drewniak.

Zapraszam do czytania po cichu, pod nosem i na głos.

 

 

FURIA

 

Trach! Prask! Brzdęk!

Dźwięk rozbijanego okna, latających po Domku butów i tłuczonych po drodze misek wyrwał Wiedźminkę z głębokiego snu.

- Rety, rety, co się dzieje?! Gdzie jesteśmy? Barni, gdzieś ty nas wyniósł? – mamrotała pod nosem próbując ogarnąć jednocześnie niesforną szopę marchewkowych włosów, pozrzucane słoiczki z żabimi oczami i jakieś nieznane buty, ewidentnie chłopięce. To one wpadły przez okno robiąc zamieszanie w Domku. Po butach wpadły jeszcze ogryzki jabłek, nadgryziony batonik, książka z matematyki... Cały czas coś przelatywało raz z lewej, raz z prawej. Przez rozbite szyby dolatywały podniesione chłopięce głosy.

- Jesteś głupi!

- A ty głupszy!

- A ty beznadziejny! I masz idiotyczne okulary!

- A twoje buty są badziewne!

- A twój pies śmierdzi i nie umie aportować!

- A twoja siostra ma krzywe zęby i nie umie mówić „r”!

- A ciebie w klasie przezywają „słoniowa noga”, bo nie umiesz grać w piłkę i dlatego nikt cię nie wybiera do swojej drużyny!

- A z ciebie wszyscy się śmieją!

Po tym argumencie zapadła cisza. Wiedźminka zdążyła ogarnąć się co nieco i wyjrzała przez rozbite okno. Kurze nóżki Barniego zaniosły ich tym razem na szkolne boisko. On sam narzucił na swój daszek beret-niewidek i zasnął zmęczony drogą.

 

- Szko-ła-pod-sta-wo-wa-nu-mer-czte-ry... – sylabizowała Wiedźminka odczytując starty napis na podniszczonym budynku. Domek stał dokładnie pośrodku boiska sportowego. W szkole trwały lekcje, więc dookoła było pusto. Tylko dwaj chłopcy stali po przeciwległych stronach boiska i patrzyli na siebie wściekłym wzrokiem. To oni narobili szkód w Domku Wiedźminki. Wykrzykując w swoim kierunku wyzwiska obrzucali się tym, co tylko wpadło im w ręce. Barni stanął dokładnie na trajektorii lotu butów i ogryzków, stąd cała afera.

 

Nie był to jednak koniec. Nagle bowiem z szafy dobiegł groźny warkot i cała szafa zaczęła podrygiwać poruszana czymś, co było w środku.

- Wrrrrrrr! Brrrrr! Chrrrrrrrrr! – chrobotało i warczało groźnie to coś.

- O nie, o nie, o nie, tylko nie to! – złapała się za głowę Wiedźminka i rzuciła się szczupakiem w stronę szafy. Niestety spóźniła się o ułamek sekundy. Drzwi od szafy otworzyły się gwałtownie i z szafy wyleciała jakaś szaro-buro-ognista zmechacona kulka ze spiczastymi uszami, wielkimi czerwonymi oczami, ogonem niczym skunks, pazurami jak u wściekłego koguta i długimi, ostrymi zębami. Wściekły pompon był ewidentnie głodny, bo błyskawicznie zmielił stertę gazet leżących na stoliku, próbował wgryźć się w dywan, a gdy odkrył, że dywan był sztuczny, zerwał zębami płat tapety ze ściany i owinięty nim wyskoczył przez okno z głośnym warkotem. Kilka sekund później siedział już na dachu szkoły wczepiony pazurami w komin, pożerał łapczywie tapetę i rozglądał się za kolejnym snackiem.

 

Hałas obudził Barniego, który otrząsnął się z resztek snu i przeciągnął leniwie, aż zaskrzypiały ściany i posypał się z nich tynk. Warkot zwrócił również uwagę chłopców, którzy rozglądali się po boisku zdezorientowani. Zapomnieli na chwilę o kłótni. Jeszcze bardziej zdziwione miny mieli widząc, jak nagle, ni z tego, ni z owego na środku boiska wyrosła postać małej Wiedźminki.

- Trzymajcie! Łapcie! Albo nie – uważajcie! Nie zbliżajcie się! Uciekajcie! – wykrzykiwała Wiedźminka sprzeczne polecenia. Biegła jednocześnie co sił w nogach w stronę szkoły z kwiecistą siatką przypominającą bardzo torbę na zakupy. Na nogach miała za duże zielone kalosze, na głowie baseballówkę, na plecach robiony na drutach sweter w kolorze bardzo trudnym do określenia. Ledwo zniknęła za rogiem szkoły, chłopcy przypomnieli sobie o swojej kłótni i wrócili do wymiany wyzwisk.

- Głupi jesteś jak lewy but!

- Nic nie umiesz sam zrobić z matmy! Zawsze ci mama musi pomóc! Maminsynek, maminsynek!

- No to co z tego? A ty na skrzypcach grasz jak baba!

- Nienawidzę cię!

- Nigdy więcej nie chcę się z tobą przyjaźnić!

 

Gdy tak sobie chłopcy dokuczali nawzajem, włochata kulka na kominie szkoły obgryzała tynk w najlepsze, świeciła czerwonymi oczami i chichotała złowrogo. Można było też stwierdzić, że z minuty na minutę rosła. Gdy padły ostatnie słowa, zawyła głośno, odgryzła narożnik dachu, zeskoczyła na ziemię i pobiegła w stronę miasta niszcząc po drodze ławki, zaparkowane rowery, wiatę przystanku autobusowego... Cokolwiek mijała, zjadała albo niszczyła robiąc się przy tym coraz większa i coraz groźniejsza.

 

Zza szkoły wyłoniła się znowu Wiedźminka. Niosła pustą siatkę. Minę miała nietęgą. Widząc, że chłopcy rozchodzą się w przeciwne strony boiska, krzyknęła:

- Chłopaki! Chłopaki! Nie idźcie! Nie możecie!

Chłopcy zatrzymali się niepewnie, popatrzyli na siebie niechętnie, potem na Wiedźminkę, ale wrócili zaciekawieni kolorową postacią. Cała trójka zatrzymała się dokładnie na niewidzialnej wycieraczce Barniego, który wyszarpnął ją spod stóp chłopców i Wiedźminki. Ona była przyzwyczajona do tego małego dziwactwa swojego domku: wycieraczka nie służyła do wycierania o nią butów, tylko do czyszczenia kurzych pazurków Barniego i tylko wyłącznie Barniego. Chłopcy nie mogli o tym wiedzieć. Ba – nie widzieli nawet jeszcze Barniego chowającego się pod beretem-niewidkiem. Dlatego też wylądowali z impetem na zadkach. Wiedźminka zaś krzyczała na nich machając rękami.

- No i patrzcie, co żeście narobili! Wypuściliście Furię! I teraz ona zrobi coś... coś... coś po prostu strasznego! Zje, zniszczy, zburzy, spali, pogryzie wszystko, co się da! Musimy coś zrobić! Musimy ją z powrotem złapać!

Chłopcy zareagowali ostro i zgodnie.

- Myśmy coś zrobili? Coś wypuściliśmy? Nieprawda! Niczego nie dotykaliśmy!

- No właśnie! A poza tym to kim ty jesteś? Co tu robisz? Skąd się wzięłaś? I co to jest to coś, co siedziało na kominie szkoły?

 

Wiedźminka zdała sobie sprawę z tego, że dla chłopców całe zajście wyglądało inaczej niż dla niej. Oni widzieli tylko to, że nagle na boisku pojawiła się wściekła kulka z zębami, a potem dziwnie ubrana Wiedźminka. Następnie ziemia wyślizgnęła się spod ich stóp i upadli na siedzenia. Dlatego też Wiedźminka powiedziała:

- OK, wiem, że nic z tego nie rozumiecie. Wejdźcie na chwilę, to wam wytłumaczę.

- Ale gdzie mamy wejść? – zapytał jeden z chłopców rozglądając się po boisku i nie widząc Barniego okrytego beretem-niewidkiem. Domek już dawno się obudził, tylko nie chciał przeszkadzać, więc stał sobie w berecie i obserwował złośliwie gołębie odbijające się od niego w locie. Słysząc zaproszenie Wiedźminki postanowił dłużej się nie ukrywać. Zdjął beret ukazując chłopcom zgrabne kolana kurzych nóżek.

- Uaaaaa!!!!! Ratunku!!!!! – krzyknęli chłopcy znowu zgodnie. Nie spodziewali się takiego widoku.

- Spokojnie, to mój domek Barni. Zapraszam Was do środka. – powiedziała Wiedźminka i gwizdnęła na czterech palcach dłoni. Na ten sygnał Barni przyklęknął i otworzył drzwi. Wiedźminka weszła do domku i pokiwała zapraszająco na chłopców.

- Ty pierwszy – powiedział jeden chłopiec.

- Nie, nie, ty idź pierwszy – odpowiedział drugi chowając się za drzewem.

Przepychanka na progu trwała jeszcze kilka minut. W końcu jednak chłopcy weszli do środka. Poczuli zapach świeżej drożdżówki i konfitur z płatków dzikiej róży. Zdali sobie sprawę z tego, że od rana nic nie jedli. Gdy więc przed ich nosami wylądowały talerzyki pełne ciasta, spałaszowali je w kilka sekund. Co prawda na wierzchu drożdżówki zamiast owoców było coś zielonego, ale smakowało doskonale, więc nie pytali. Popatrzyli na Wiedźminkę oblizując usta. Ta pstryknęła palcami i na talerzykach wyrosła kolejna porcja ciasta, ku zdumieniu i zadowoleniu chłopców.

- Słuchajcie, nie mamy dużo czasu, więc będę się streszczać. Jestem Wiedźminka.

- A ja Mateusz – powiedział jeden z chłopców.

- Oskar – powiedział drugi i wyciągnął rękę do Wiedźminki.

Wiedźminka uścisnęła rękę Oskara i kontynuowała opowieść:

- Siedzimy w moim domku, który ma na imię Barni. Ten kot, który wylizuje okruchy z waszych talerzy, to Kuskus. Mieszkamy razem, a dzięki temu, że Barni jest sennym podróżnikiem, zwiedzamy różne zakątki.

- A co to za historia z tą kulką? – zapytał Oskar.

- Jak byłam mała, dostałam ją od mojej matki chrzestnej. Była sławną białą wiedźmą. Powiedziała, że ta kulka wiele mnie nauczy w życiu. Oglądałam tę kulkę wiele razy. Podobała mi się i tyle. Na pudełku miała napisane imię Furia, ale nie wiedziałam dlaczego. Była mała, puchata, przytulna, miła, trochę jak chomik.

- To, co widzieliśmy, nie przypominało w ogóle chomika. Coś ci się nie pomyliło, Wiedźminko? – zapytał Mateusz oblizując w międzyczasie lukier z ust.

- To jeszcze nie koniec historii. Pewnego dnia zirytowałam się... no dobra, strasznie się zezłościłam. Moja mama zabrała mi łopatę i powiedziała, że nie będę latać dopóki nie posprzątam mojego pokoju. Nie chciało mi się sprzątać, bo miałam już straszny bałagan i miałam nadzieję, że mama zrobi to za mnie. Ze złości płakałam, tłukłam nogami w ściany i sufit i robiłam jeszcze większy bałagan.

Chłopcy popatrzyli na Wiedźminkę trochę ze zrozumieniem, trochę z litością.

- Rozumiemy cię. My też mamy swoje pokoje i też czasem musimy posprzątać. Mus to mus. Ale jak jest już czysto i wszystko jest poukładane, to jest jakoś przyjemniej i łatwiej cokolwiek znaleźć. W sumie spoko, aż takie straszne to nie jest.

- Teraz to wiem, ale wtedy byłam po prostu wściekła. Jak tak rozwalałam wszystko w pokoju, to nagle pudełko się poruszyło i wyskoczyła z niego ta kulka, Furia. Zaczęła się zachowywać jak prawdziwa furia. Pogryzła poduszkę aż pierze zaczęło fruwać po całym pokoju, wywaliła kałamarz pełen atramentu, wytarzała się w tym i robiła nogami stemple dookoła. Przestało mi się to podobać, więc próbowałam ją zatrzymać, ale ona nie chciała wrócić do pudełka. Skakała po pokoju i robiła jeszcze więcej szkód.

- Twoja mama miała jeszcze więcej powodów, żeby cię uziemić! Jak w końcu złapałaś Furię z powrotem do pudełka?

- Macie rację. Mama była zła jak nie wiem co. Ale to jest bardzo mądra wiedźma, więc jak tylko weszła do pokoju i zobaczyła, co się dzieje, wyciągnęła mnie, zamknęła drzwi i zapytała mnie, na co jestem zła. Nie chciałam jej powiedzieć, bo było mi strasznie wstyd za to, co zrobiłam. No wiecie, te ślady butów na suficie, porozwalane hocki-klocki, żabi skrzek na szybach...

Na samo wspomnienie Wiedźminka zaczerwieniła się ze wstydu. Nagle wszyscy usłyszeli dźwięk syren dobiegający od strony miasta. Wiedźminka powiedziała:

- Chłopaki, musimy się pospieszyć. Furia jest w mieście i na pewno zbroiła już coś poważnego. Słyszycie syreny?

- No to kończ opowieść i idziemy łapać zwierzaka. Nam też się spieszy, bo rodzice na nas czekają! – powiedział Mateusz.

- Najpierw więc nie chciałam się przyznać mamie do tego, że jestem zła. Próbowałam się uśmiechnąć i zwalić winę na kota. Ale wtedy Furia rozrabiała jeszcze gorzej. Mama powiedziała, że Furia będzie wszystko niszczyć tak długo, jak długo nie odkryję, dlaczego jestem tak naprawdę zła. Ale tak naprawdę, nie po łebkach!

- No to na co jesteś zła tym razem? Powiedz i mamy kłopot z głowy. – powiedzieli chłopcy.

- Ja? Tym razem to nie ja jestem zła. To wy wywołaliście Furię z pudełka swoją awanturą! Zobaczcie, na podłodze nadal leżą wasze buty, ogryzek, książka...

 

Mateusz i Oskar spojrzeli po sobie.

- Przepraszamy. Nie widzieliśmy Ciebie,  Barniego i Kuskusa.

- Przeprosiny przyjęte. – powiedziała Wiedźminka, a Kuskus miauknął potwierdzająco – Ale teraz musimy dostać się tam, gdzie jest Furia. Wtedy wy musicie złapać ją za futro i powiedzieć sobie w oczy, dlaczego jesteście na siebie źli. Wtedy Furia wróci do pudełka. Musimy się pospieszyć, bo nic nie zostanie z waszego miasta!

Chłopcy zerwali się z miejsc.

- Tylko tyle? No to super, za pięć minut Furia będzie w pudełku, a my w domach! Idziemy!

Wiedźminka nie wierzyła.

- Serio? Jesteście gotowi? Jak się kłóciliście, miałam wrażenie, że właśnie w ogóle nie wiecie, o co się na siebie nawzajem gniewacie.

Ale Oskar i Mateusz już nie słuchali. Biegli w stronę miasta. Wiedźminka popatrzyła na swoje ciężkie kalosze, które wcale nie chciały się ruszać z miejsca i wzięła łopatę. Wsiadła na trzonek i z gracją poszybowała za chłopcami.

 

Gdy cała trójka dotarła na miejsce, zobaczyli, że Furia już nieźle narozrabiała. Zjadła wszystkie lody z automatu, przewróciła wózek z hotdogami, zbiła witrynę w sklepiku z czekoladkami, włożyła sobie na głowę wianek z wszystkich kwiatów pani bukieciarki, a potem wsiadła za kierownicę autobusu szkolnego. Zaczęła jeździć dookoła rynku i rozbijać stojące na nim stragany. Śmiała się przy tym warkocząco:

- Wrrra...ha ha ha.... Wrrrrro...ho ho ho ho!

Mieszkańcy już dawno pouciekali do domów. Właściciele restauracji na rynku próbowali ratować stoliki i krzesła, ale Furia nie dała im szansy. Jeździła bez przerwy dookoła szukając jeszcze całych mebli.

 

Mateusz i Oskar byli w bojowych nastrojach. Nie oglądając się na Wiedźminkę wskoczyli do autobusu prowadzonego przez Furię. Wczepili się we włosy stwora i... Na początku zaniemówili. Co tu powiedzieć? Pierwszy zaczął Oskar:

- Mateusz, jestem na ciebie zły, bo... bo ty w ogóle nic nie rozumiesz.

- Ja nic nie rozumiem? JA NIC NIE RO-ZU-MIEM??? – wyskandował Mateusz podniesionym głosem. – To ty nic nie rozumiesz!

- To nieprawda! To ja mam rację! A ty jesteś po prostu głupi!

- JA?! To ty jesteś głupi! Głupi i beznadziejny!

Mateusz i Oskar kłóciliby się tak dalej, gdyby nie Furia. Nagle kulka nadepnęła mocniej na pedał gazu, zaśmiała się chrapliwie, kłapnęła zębami i wzięła ostrzej zakręt. Chłopcy pospadali z jej sierści jak ulęgałki. Przy następnym zakręcie wyturlali się z autobusu i wylądowali koło Wiedźminki.

 

- No i co, wcale nie tak łatwo, prawda? – uśmiechnęła się Wiedźminka z lekkim przekąsem.

- Jak to nie? Dobrze nam szło, ale Furia wyrzuciła nas z autobusu. Spróbujemy jeszcze raz. – odpowiedział Oskar. Chłopcy wstali, otrzepali się i już chcieli ruszyć znowu w kierunku autobusu, ale Wiedźminka ich zatrzymała.

- Stójcie! Nie chcę, żeby coś wam się stało! Przecież wy w ogóle nie wiecie, co was poróżniło! Powiedzieliście sobie, że jesteście beznadziejni i to wszystko! Czy naprawdę o to się pokłóciliście?

- Nie do końca.

- No to jak to było? Opowiedzcie od początku, ale szybko. Patrzcie, Furia się rozpędza i powoli kończą się jej stoliki do rozwalania. Zaraz wymyśli coś nowego.

Mateusz wziął głęboki oddech i zaczął:

- To było tak: graliśmy w piłkę. Byliśmy w jednej drużynie. Zobaczyłem, że Marek jest na dobrej pozycji do strzału i podałem do niego. Marek strzelił gola. Oskar się na mnie obraził, że nie podałem do niego. Po meczu zaczął na mnie krzyczeć i... no właśnie wtedy zobaczyliśmy Furię na kominie szkoły.

- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi! – krzyknął Oskar. – Czekałem aż podasz do mnie, bo ja też byłem na dobrej pozycji! Mogłem strzelić gola! Na pewno strzeliłbym gola! Ale ty wolałeś podać do Marka, jakby on był lepszy ode mnie. Wcześniej widziałem, jak szliście razem do sklepiku szkolnego i jak gadaliście z dziewczynami. Jak chcesz się z nim przyjaźnić, to powiedz, ja sobie pójdę. Mogę się też przesiąść w ławce, będziesz mógł siedzieć razem z tym... Markiem-skwarkiem.

Mateusz zaczerwienił się i odpowiedział: - Lubię Marka. Jest w porządku. Czasem robimy coś razem. Jest dobry z matmy. Ma fajne gry na komputerze. Dobrze gra w piłkę. Dziewczyny go lubią. Ale z tobą się przyjaźnię. Marek jest moim kolegą, ale ty jesteś moim przyjacielem. Nie chcę, żebyś się przesiadał.

Oskar uspokoił się trochę i zapytał: - To dlaczego podałeś do niego? Nie widziałeś, że czekam na piłkę od ciebie?

- Widziałem. – powiedział Mateusz. – Ale oceniłem, że większe szanse na wbicie gola dla zespołu ma Marek. Ty stałeś na spalonym, poza tym między nami byli jeszcze obrońcy z drugiej drużyny.

Oskar nie wiedział, co powiedzieć. Zrobiło mu się wstyd, że zbyt szybko oskarżył przyjaciela o zdradę.

- Aha – mruknął. – Czułem się jak głupek tam pod bramką. Skakałem i machałem od ciebie, a ty traktowałeś mnie jak powietrze. Ale teraz rozumiem. W sumie... No to w sumie OK.

- Przepraszam, że potraktowałem cię tak na boisku. Nie było czasu, żeby wyjaśnić ci to podczas meczu. – powiedział Mateusz wyciągając rękę do Oskara.

- Sorry, że na ciebie naskoczyłem. To dopiero było mega-głupie... – powiedział cicho Oskar przyjmując gest zgody.

- Mnie też poniosło. Wcale tak o tobie nie myślę. Przepraszam. – Mateusz uśmiechnął się. – Już się bałem, że nie odkręcimy tej awantury i stracę przyjaciela. Z kim bym wtedy zakładał kapelę?   

- A z kim ja hodowałbym mrówki? – odpowiedział Oskar, uśmiechając się w odpowiedzi.

 

Chłopcy zapomnieli już o kłótni. Właściwie zapomnieliby, gdyby nie przeraźliwy hałas dartej zębami blachy. Cała trójka rozejrzała się dookoła. Furia opuściła rynek już jakiś czas temu. Teraz siedziała na wieży ratusza i próbowała zjeść świecącą blachę z dachu. Wiedźminka przyglądała się rozmowie chłopców stojąc z boku, ale teraz zdecydowanie wmieszała się w wymianę zdań:

- OK chłopaki. Nie mamy czasu. Furia zaraz zdemoluje ratusz. Mamy tylko jedną szansę, żeby ją złapać i unieszkodliwić. Jak nam się nie uda, zwieje z miasta i... No i wtedy będzie problem!

- A nie możemy jej wysłać wypracowania mailem? – zapytał Oskar. – Wszystko jej wyjaśnimy, ona przeczyta i sama wróci do pudełka.

- Albo wyślemy jej smsa! Będzie krócej i szybciej! – wtrącił Mateusz.

Wiedźminka złapała się za głowę: - Co? Mailem? Smsem? Widzę, że lubicie iść na skróty! Ale nie ma takiej opcji, sorry! Przepis na Furię brzmi: złapać za kłaki i wypowiedzieć swoją złość. Wy-po-wie-dzieć! To znaczy osobiście i słowami, a nie napisać.

- No dobra, dobra. Trudno. Skoro ta Furia taka przestarzała, to musimy się dostosować. – westchnął Mateusz.

- Jak to przestarzała? – żachnęła się Wiedźminka. – Nie masz racji. W niektórych sprawach mail czy sms nigdy nie będzie lepszy niż rozmowa. Zwłaszcza w takich osobistych sytuacjach jak ta. Wysyłanie maili i smsów jest jak mecz tenisa. Ty wysyłasz wiadomość, ktoś odsyła wiadomość, ty znowu wysyłasz coś, ktoś ci znowu coś odsyła. Nie widzicie się nawzajem i nie wiecie, jak ta druga osoba zareagowała na wasze słowa. Przecież w mailu nie zawsze wszystko się pisze. Potem źle interpretujecie to, co ta druga osoba napisała i nieporozumienie gotowe. Komputer jest do kitu!

- No nie bądź taka cięta na komputer. – uśmiechnęli się chłopcy do zaczerwienionej z oburzenia Wiedźminki. – Może z mailami i smsami masz rację, ale zawsze są emotikony.

- Emo... co? – Wiedźminka była zdezorientowana.

- Emotikony. Takie znaczki, symbole mówiące o tym, co czuje ten, kto pisze. No i zawsze możemy też pogadać przez jakiś komunikator. Nawet z kamerką!

- Aaaaa... Z kamerką... No patrzcie... – Wiedźminka wydawała się zaintrygowana pomysłem rozmowy przez komputer. Podróżując z Barnim nigdy nie zaglądała do gazet, więc o wielu komputerowych nowościach po prostu nie wiedziała.

 

Łoskot spadającego z dachu płata blachy znowu przypomniał całej trójce o niebezpieczny, zadaniu.

- No dobra, czas rozprawić się z Furią. – powiedział Mateusz i zakasał rękawy.

- Idziemy. Tylko najpierw ostatnie wskazówki. Jak już będziecie ją trzymali za grzywę, macie naprawdę mało czasu. Skupcie się na tym, co konkretnie was zezłościło, zabolało czy zraniło. Gotowi? – Wiedźminka udzielała ostatnich rad. – Jeśli tak, to chodźmy. Jak już będziemy pod ratuszem, wy poczekacie na dole, a ja ściągnę Furię. Dam wam znak, kiedy będziecie mogli ją złapać. Żeby było szybciej, polecimy na mojej łopacie.

- Na czym? Na łopacie? – Oskar był zdziwiony. – A nie na miotle?

Wiedźminka zaśmiała się. – Na miotle? Próbowałeś kiedyś latać na miotle? Przecież ona jest totalnie niestabilna! Łopata ma lepszą aerodynamikę, a końcówka działa jak statecznik poziomy albo pionowy, zależy jak przekręcę trzonek łopaty. Widziałeś kiedyś samolot ze skrzydłami i ogonem w kształcie miotły?

Chłopcy byli zdumieni. Wiedźminka mówiła całkiem logicznie. Wszyscy dosiedli więc długiej łopaty i poszybowali w kierunku ratusza. Wiedźminka sprawnie kręciła łopatą, tak więc sprawnie lecieli raz w lewo, raz w prawo, raz trochę wyżej, innym razem ostro pikując w dół. Gdy dolecieli na miejsce, Wiedźminka z fantazją zakręciła łopatą. Zaimponowała chłopcom! Nie tracąc jednak czasu wysadziła Mateusza i Oskara pod ratuszem, a sama wzbiła się jeszcze raz w powietrze i poleciała oprawie pionowo do góry. Nie bardzo wiedziała, jak sprowadzić Furię na dół. Furia tymczasem ogołociła już pół wieży z blachy, znudziła się tym i zaczęła schodzić w dół rozbijając okna. Wiedźminka krążyła dookoła wieży, podchodziła do Furii raz z jednej, raz z drugiej strony. Furia warczała na nią, odganiała się łapami i kłapała zębami. Kilka raz o mało nie strąciła Wiedźminki z łopaty. Chciała jednak przeleźć kawałek w lewo. Wczepiła się więc pazurami w mur i zaczęła pełznąć mając unieruchomione groźne szpony. Ten moment wykorzystała Wiedźminka. Prask! Szybko wykręciła łopatę i wymierzyła Furii celny cios w dziób. Furia straciła na chwilę przytomność i spadła pod nogi chłopców jak klocek.

- Dalej chłopaki! Do dzieła! – Krzyknęła Wiedźminka do Mateusza i Oskara. Zresztą nie musiała nawet tego robić, bo chłopcy od razu się zorientowali w sytuacji i szybko wczepili się w bure kłaki Furii. Popatrzyli na siebie i Oskar powiedział:

- Byłem zły, bo myślałem, że ci już na mnie nie zależy. Wtedy na boisku czułem się zlekceważony i zabolało mnie to.

- A ja zdenerwowałem się na ciebie za to, że tak szybko mnie oceniłeś. W dodatku oceniłeś mnie niesprawiedliwie. I nie chciałeś mnie wysłuchać, jak chciałem ci wszystko wyjaśnić. – powiedział Mateusz.

Frrrrrrr!!!!! – rozległ się donośny furkot. Furia wyskoczyła z rąk chłopców i zaczęła wykonywać akrobacje w powietrzu zmniejszając się szybko. Przypominała tracący szybko powietrze balonik. Po kilku sekundach klapnęła puchatym ogonkiem na chodnik. Wiedźminka, Mateusz i Oskar spojrzeli na Furię i wybuchnęli śmiechem. Furia w niczym nie przypominała tej warczącej i szczerzącej kły poczwary sprzed pięciu minut. Siedziała przed nimi mała, puchata, szaro-bura kuleczka z wielkimi uszami, ogromnymi oczami i uśmiechniętą mordką. Łasiła się do kaloszy Wiedźminki popiskując cicho. Wiedźminka wzięła Furię na ręce i włożyła troskliwie do pudełka.

- No chodź już, mała frygo! Narobiłaś szkód co niemiara. Mam przez ciebie mnóstwo roboty. Ale chyba też zrobiłaś coś dobrego: nauczyłaś Mateusza i Oskara oswajać złość. – mówiła Wiedźminka w stronę mini-Furii.

- Co racja, to racja, Wiedźminko! – powiedział Oskar. – Będę się starał najpierw myśleć, a potem mówić.

Mateusz dodał: - W sumie nie taka straszna ta złość. Nie jest nawet taka zła. Jak powiedziałem ci, Oskar, co czuję i dowiedziałem się, co ty czułeś, to mi ulżyło. Lepiej cię poznałem.

- Mi też się wydaje, że lepiej się znamy. No i skoro nasza przyjaźń przetrwała taką awanturę, to nic jej nie ruszy! – powiedział Oskar i poprawił swój plecak. Zbierał się już do domu. – Idziesz? – zapytał Mateusza.

- Jasne, poczekaj. Poszukam tylko moich butów. Są w Domku.

Wiedźminka zakrzątnęła się szybko. Wskoczyła do Domku i po chwili pojawiła się z butami Mateusza w jednej ręcę, a w drugiej trzymała dwie torebki.

- Macie na drogę. To drożdżówka ze szczawiem i sok z żuka. Pyszne.

- Ooooo! Super! Dziękujemy! To na razie!

Wiedźminka zatrzymała ich jednak na jeszcze jedną chwilę: - Może kiedyś byśmy się jeszcze spotkali? Jakie macie adresy mailowe? Obiecuję też zainstalować sobie komunikator i kamerkę. Może już wkrótce zobaczymy się na ekranie komputera!

- Będzie super. Tutaj masz nasze adresy. Jak czegoś nie będziesz wiedziała, pisz śmiało, pomożemy ci zainstalować komunikator. Zainstaluj też konto Furii. Może następnym razem, jak się wścieknie, będzie można jej wszystko wyjaśnić online? – Chłopcy zaśmiali się, pomachali Wiedźmince i ruszyli w kierunku swoich domów.

Gdy zniknęli za zakrętem, Wiedźminka podrapała się w rudą czuprynę. Czekało ją mnóstwo roboty. Musiała posprzątać po Furii: naprawić ratusz, wszystkie stoliki i krzesła na rynku, oddać pani bukieciarce kwiaty, pełen wózek parówek i bułek sprzedawcy hotdogów i napełnić maszynę do lodów. Musiała też dmuchnąć piasek zapomnienia na mieszkańców miasta, zanim w jutrzejszej prasie ukażą się artykuły i zdjęcia Furii. Było już prawie ciemno, gdy rzucała zaklęcie naprawiające na maszynę z lodami. Zawahała się na chwilkę, a potem uśmiechnęła się i powiedziała:

- Wróć do stanu poprzedniego

A nawet jeszcze lepszego

Dawaj lody śmietankowe

Truskawkowe i jabłkowe

Nie zapomnij nowych smaków

Ryby, sera i szpinaku

 

Po wyrecytowaniu zaklęcia zadarła swoje kalosze, wsiadła na łopatę i poszybowała zmęczona w kierunku Barniego. Barni zapadał już w sen. Rolety były już w połowie zaciągnięte, wycieraczka zrolowana i schowana do środka, a kurze pazurki Barniego już podrygiwały w oczekiwaniu podróży. Wiedźminka wleciała przez komin do domu i ledwo usadowiła się na kanapie, Barni drgnął przez sen i zaczął iść przed siebie.

- Dokąd tym razem? – pomyślała Wiedźminka. Wiedziała jednak, że nie ma sensu pytać, bo Barni spał głęboko i sam nie wiedział, dokąd niosą go pazury kurki zielononóżki. Wiedźminka zrobiła sobie więc herbaty z żurawiną, nałożyła porcję spaghetti z sosem z żołędzi i opadła na wygodną kanapę. Zasypiając usłyszała jeszcze drapanie w parapet. To Kuskus spóźnił się do domu. Wiedźminka wstała i uchyliła okno. Kuskus wskoczył i od razu pomaszerował do swojej miski. Nie miał zamiaru tłumaczyć się ze swoich przygód na mieście.  

 

Następnego ranka do budki lodziarza ustawiła się długa kolejka. Każdy chciał spróbował lodów śmietankowo-szpinakowych albo truskawkowo-serowych. Lodziarz nie mógł wyjść ze zdziwienia, dlaczego jego maszyna produkuje nowe, oryginalne smaki. Już chciał dzwonić do producenta maszyny z reklamacją, ale widząc sznurek klientów zrezygnował. To dopiero była sensacja w lokalnych dziennikach!

Dodaj bajkę

Szukaj

"Odkryj e-wolontariat"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek nagrodzona!

Bajkownia.org -Fabryka Bajek zajęła 2 miejsce w ogólnopolskim konkursie "Odkryj e-wolontariat""

Patronat medialny

 

 190x120 anim bajk

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek wspiera akcję Ministerstwa Środowiska - "Pobierz aplikację na smartfona i zagraj z dzieckiem w „Posegreguj śmieci”.  Sprawdź kto z Was zostanie mistrzem w segregowaniu?"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - druga tura konkursu na najlepsze strony Internetu

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - Złota Strona Tygodnia Wprost lipiec 2012