top

Logowanie

Wesprzyj Bajkownię

     Twórz z nami Bajkownię!

Kto jest Online

Odwiedza nas 550 gości oraz 0 użytkowników.

Przyjaciele Bajkowni


wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


Bogdan Dmowski czyta wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


bajkowy podcast okladka


bajki dla dzieci


zloty jez



TataMariusz 200x200

© Copyright by Bajkownia.org - Fabryka Bajek, Powered by Joomla! Valid XHTML and CSS.
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Bajka dla dzieci - NieStraszna Historia

Bać się, cóż to oznacza? Można bać się ciemnego kąta w pokoju. Niektórzy mają lęk wysokości. Są tacy, co boją się myszki, pająka, a nawet brzęczącej muchy oraz innych mniej lub bardziej przerażających stworzeń o zębach ostrych jak brzytwa, futrzanych łapkach bądź obślizgłych mackach.

Bać możemy się siebie nawzajem. Boimy się tego, czego o sobie nie wiemy. Strach jak wielki natchniony artysta z polotem tworzy obrazy w naszych głowach. Daje wskazówki, podsyła złote myśli, z którymi czasem trudno się nie zgodzić. I prawdą jest, że bywają dni, gdy potrafi być naszym najlepszym doradcą, ale przychodzą też i takie chwile, gdy niespodziewanie staje się niechcianym gościem, który nieproszony wchodzi do naszego domu i robi bałagan wszędzie tam, gdzie do tej pory panował ład i porządek. Tak się złożyło na tym świecie, że powodów do strachu jest przeogromnie wiele i żadnego z nich nie możemy lekceważyć. Każdy z nich ma swojego małego bądź dużego właściciela, wesołego Antosia, uśmiechniętą Rozalkę, rezolutną Tosię, zamyślonego Stasia. Bać się zaczynam na samą myśl o historii, którą wam za chwilkę opowiem. Boję się, że nie będę potrafiła godnie wam jej przedstawić, że umknie mi jakiś ważny szczegół, że niezgrabnie w słowa ubiorę to, co tak piękne i mądre. Ale robię to dla was moi kochani, dla was przezwyciężę strach i opowiem historię odważnego Milusia i trwożliwej Nuki, historię samotnej Wioletty i dobrodusznej Basi.


Miluś urodził się w dosyć niekomfortowych warunkach, ale otoczony miłością, co chyba jest, przyznacie mi rację, ważniejsze od puchowej mięciutkiej podusi oraz pachnącej świeżym mleczkiem miseczki. Cudowny, o wielkich oczach, ogromnych uszach, przeogromnych łapkach, przydługawym nosku, długim jak ciągnący się karawan tułowiu i zawadiackim ogonie. Cały w swej dostojności przywitał świat nasz bohater, Miluś Milusiński. Było ciemno i mokro, na sąsiednim podwórku szczekały psy. Wioletta obudzona hałasem zapaliła podwórkowe światło.

- Co się dzieje? – zapytała niecierpliwie. – Cisza ma być. Kto tu łazi? Kogo tu diabeł niesie?

Na pytania Wioletty odpowiedział tylko deszcz, rytmicznie wystukując głoski: – Ci-sza... ci-sza... ci-sza... Nie czekając dłużej na odpowiedź, staruszka postanowiła wrócić do pokoju. Ociężałym krokiem sunęła się po korytarzach, przeklinając na zmianę deszcz i szczekające psy. Tej deszczowej nocy działo się coś ważnego, działo się naprawdę wiele. W małej szopie pośród desek i starych szmatek na świat przyszedł Miluś. Wtulony w pierś mamy cichutko oddychał. Wycieńczona, ale szczęśliwa Nuka oblizywała pyszczek szczeniaka.

- Witaj moje maleństwo. Już wkrótce zobaczysz świat. Zobaczysz, jak jest pięknie – szeptała do ucha śpiącego pieska.

Wioletta, właścicielka gospody, uchodziła we wsi za dziwaczkę, kobietę zimną, bez serca. Nie miała zbyt wielu przyjaciół, właściwie to żyła sama, a dni spędzała na prostych pracach w ogrodzie i chyba lubiła tę swoją samotność. Wioletta nie miała wielkich marzeń, pragnęła jedynie móc o poranku z gorącym kubkiem w dłoni stanąć na werandzie, usiąść od czasu do czasu w starym skrzypiącym fotelu, złapać głęboki oddech i podziwiać całe piękno sadu, o który dbała ze szczególną pieczołowitością. Potrafiła dostrzec piękno w każdym kwiatku, w każdej trawce. Uwielbiała obserwować drzewa, pogrążonych w milczeniu mędrców, najlepszych kompanów Wioletty. Staruszka znała życie, jego blaski i cienie, a największą wartością był dla niej spokój. Wobec innych odnosiła się z wielkim dystansem, nie zostawiając sobie tym samym szansy na złudzenia, bo nie szukała przyjaciół, dobrze wiedziała, że takich poznaje się tylko w biedzie, choć i tak nie wierzyła, że jest to możliwe. Nie potrafiła jak pozostałe staruszki spędzać długich godzin na niekończących się dyskusjach o mało ważnych rzeczach, tylko pozornie mówiących o prawdziwym życiu, które ona przecież miała w zasięgu ręki i każdego dnia nie omieszkała się tym faktem cieszyć i z niego korzystać, nawet za cenę bycia odmieńcem, kimś, kogo można jedynie obserwować z oddali. Mimo całej tej harmonii i wiejskiej sielanki istniała jedna rzecz w życiu Wioletty, która potrafiła skutecznie zmącić jej spokój. Byli to nieproszeni goście. Tacy, którzy bez ostrzeżenia zapragnęli wtargnąć w jej życie. Odnosiło się to zarówno do sąsiadki – pani Basi, która przynajmniej raz w miesiącu wchodziła na teren jej posesji i tak po prostu, bez zbędnych ceregieli pytała się o zdrowie i samopoczucie, jak i kotów, które bez pozwolenia siadały na drewnianym płocie, aby móc wygrzać swoją błyszczącą sierść na słońcu. Odnosiło się to zarówno do myszy, które z burczącymi brzuszkami wykradały ukradkiem mąkę, ryż i świeże kromki pachnącego chleba, jak i do gołębi, które od czasu do czasu urządzały sobie z parapetów prywatną toaletę. Wioletta w żaden sposób nie potrafiła znieść obecności takiego gościa, a gdy spotykała go na swojej drodze, czym prędzej chciała się go pozbyć. Staruszka nie rozumiała, że wszystkie te stworzenia pojawiały się również po to, aby dać jej coś od siebie. Jedyną rzeczą, jaką odczuwała w takich momentach, był strach, który przybierał jej groźną minę.

O poranku Wioletta postanowiła sprawdzić, co wczorajszej nocy nie dawało jej spokoju. Z domu wyszła uzbrojona w długi kijek na wypadek, gdyby miała stoczyć bitwę. Obeszła podwórko i ogród dwukrotnie bez skutku.

- Coś tu musi być, jakieś licho, psy bez powodu nie szczekają pół nocy – mówiąc to do siebie, kroki skierowała ku walącej się stodole.

Gdy już dotarła na miejsce, mocniej ścisnęła w ręku kijek.

- No dobrze, zobaczmy, co tu się uchowało – powiedziała głośno. Gwałtownie uchylając drzwi stodoły, niepewnym krokiem weszła do jej środka. Spojrzała w prawo, potem w lewo i żwawo ruszyła przed siebie, aby po chwili przystanąć obok starej dębowej szafy. Drobną, pomarszczoną dłonią objęła jej brzeg. Głęboko westchnęła, uniosła do góry głowę i dźwięcznym głosem oznajmiła:

- Nie widzę nic, albo mnie oczy zawodzą, ale jeśli coś tu jest, niech pamięta, że długo nie zabawi.

Po tych złowieszczych słowach kobieta postanowiła wrócić do swojej chaty. Mały Miluś spał podczas odwiedzin Wioletty twardym snem schowany za starą komodą, nieświadomy niebezpieczeństwa słodko oddychał. Tylko mama Milusia na te kilka minut straciła oddech, w oczach stanęły jej łzy, a serce biło jak szalone. Z przerażeniem spoglądała na szczeniaka. “Jaki los nas czeka, jaki świat będę mogła Ci pokazać, mój mały kochany psiaku?” – Młoda mama zadawała sobie w myślach te i wiele innych pytań, drżąc o los swój i ukochanego Milusia.

Minęło już sporo czasu, od kiedy wielkie łapki i przydługawy nosek pojawiły się w życiu młodej suczki. Dla Nuki był to trudny czas spędzony na poświęceniach i poszukiwaniach choćby najskromniejszych śniadań i obiadów, jakie tylko możemy sobie wyobrazić. To była walka, walka o przetrwanie. Czasem młodej mamie udało się znaleźć jakiś większy kąsek niedojedzonego kotleta, garść ugotowanych ziemniaków czy niedopite mleko w kubeczku. Innym razem ktoś z mieszkańców wsi ludzkim odruchem serca, widząc, jak błądzi pobliskimi ścieżkami, częstował ją wielkim pętem kiełbasy. Dzięki Bogu trafiali się też i tacy dobroczyńcy. Nasza bohaterka była pozostawiona sama sobie. Jedyną ulgą dla młodej mamy był fakt, że Wioletta nie czuła się za dobrze i nie miała siły wypędzać psów z walącej się stodoły. Kobieta nie była do końca pewna, czy to nie przypadkiem tylko zwidy i jej schorowane oczy robią jej psikusa, co jakiś czas ukazując czarny ogon i błyszczące w nocy z przerażeniem ślepia. Niewątpliwie boleści stawów, zawroty głowy i silne osłabienie, jakie odczuwała przez kilka ostatnich tygodni, uśpiły jej czujność. Nuka dla pewności wolała nie wypuszczać Milusia na zewnątrz, sama wykradała się ukradkiem tylko w ważnym celu – zdobyć pożywienie. Miesiąc życia Milusia był nader spokojny. W ciągu dnia bawił się kłębkami starych szmatek, biegał i odpoczywał, dużo śpiąc. Jedynie czasami z zaciekawieniem stawał przy dziurawych deskach, z których w słoneczne dni dobiegały tajemnicze promyczki. Noskiem obwąchiwał, jak mu się wówczas wydawało, groźny i niebezpieczny świat, o którym dowiadywał się z ust mamy.

- Nie wychodź, tylko nie wychodź! Pamiętaj! – Powtarzając uparcie te słowa, Miluś z tygodnia na tydzień stawał się coraz odważniejszy i coraz to bardziej ciekawy, nawet tych niebezpieczeństw, o których tyle mówiła mama. Wraz z każdym nowym dniem w jego głowie powstawały co rusz nowe pomysły. Pełen życia i energii szczeniak, chciał poczuć całym sobą otaczający go świat. Nocą Miluś śnił o zakazanych obrazach, widział wszystko to, co tylko mógł sobie wyobrazić. Wielkie szafy, zniszczone płaszcze, stare buty, słomę, kamienie, deski i szum, cichy czasami głośny oraz dźwięczny głos dobiegający z oddali, który tak fascynował Milusia. Tajemniczy głos nie dawał mu spokoju. Miluś rósł w oczach, a wraz z nim troski młodej mamy. Nuka wiedziała, że pewnego dnia nie będzie w stanie powstrzymać Milusia przed chęcią poznania tego, co skrzętnie przed nim skrywała. Powoli uświadamiała sobie prawdę, że pewne rzeczy w życiu są nieuchronne, mogła jedynie mocno zaciskać łapki, życząc Milusiowi dużo i jeszcze więcej szczęścia.


Rześki powiew wiatru obudził Milusia wczesnym rankiem. Minęło już sporo czasu od dnia, w którym nasz bohater wydał z siebie pierwsze odgłosy życia. Nuka z sentymentem wspominała te chwile pełne szczęścia, jak również obaw, co przyniesie los. Miluś niezwykle zwinny, bystry, a także nadzwyczaj silny popisywał się przed nią swoimi umiejętnościami. Nuka nie potrafiła być temu obojętna, zdecydowanym głosem oznajmiła:

- No dobrze, jeśli jesteś taki sprytny, to jutro obejdziemy wspólnie stodołę, tylko pamiętaj, że musimy być bardzo ostrożni, bo przecież żyje tu zła kobieta, która może ciebie skrzywdzić.

- Woof, woof! – Miluś rozochocony wizją, na którą czekał już od dawna, zaczął głośno szczekać i drapać drzwi stodoły.

Nuka z ledwością go uspokoiła, a na jej pyszczku pojawił się uśmiech. Widząc roześmiane oczy synka, poczuła radość i ulgę. Miluś energicznie poruszał ogonkiem i wywąchiwał przez szczelinę w drzwiach wszystkie dostępne zapachy. Pojawił się też głos kobiety, który tak dobrze znał, znał i rozpoznawał od najwcześniejszych swoich dni i wcale się go nie bał. Nie bał się niczego, tak przynajmniej mu się wydawało aż do dnia, w którym to odwaga stanęła oko w oko ze strachem.

W końcu nadszedł wyczekiwany przez Milusia dzień. Nuka mimo licznych obaw i niepewności z dumą i radością postanowiła oprowadzić syna po gospodarstwie, którego sama ze względu na lęk przed nieznanym nigdy nie pozwoliła sobie do końca poznać. Wyprawa z synkiem miała okazać się wspólną fascynującą przygodą, gdzie każda kolejna przebyta ścieżka uchyli małego rąbka wielkiej tajemnicy życia. Nuka pełna entuzjazmu powiedziała:

- Synku, pamiętaj, aby nie oddalać się zbytnio od stodoły, czyha tu wiele niebezpieczeństw, słuchaj się mamy, to bardzo ważne.

Miluś tylko potrząsnął energicznie główką na znak, że wszystko rozumie i zastosuje się do mamy poleceń. Po tych słowach Nuka jako pierwsza przeciągnęła się pod deskami stodoły, zagłębiając się w wykopanym przez siebie dole. Delikatnie wyłoniła się na zewnątrz. Zaraz za nią podążył Miluś, wiernie ją naśladując. I oto nagle niemożliwe stało się możliwe. Piesek nie mógł uwierzyć własnym oczom, nie mówiąc nic pożerał widoki. Najpierw wielka trawa rzuciła mu się do oczu, potem wielkie motyle delikatnie szybowały nad jego głową. Miluś z radością stawiał pierwsze kroki w nieznane, dreszcz emocji ogarnął jego ciało, to było najwspanialsze uczucie, jakie znał. Cichy wiatr łagodnie otaczał go ciepłem. Miluś poddał się cudownym doznaniom. Słońce i jego promienie, zapach traw i ciepły przyjemny wiatr gadający do ucha, to było wszystko, o czym marzył i więcej niż oczekiwał. Nuka postanowiła bez zbędnych słów i gestów oddać synkowi to, co mu się należało – wolność i swobodę oraz radość z bycia pieskiem. I wszystko to trwałoby długo, a może nawet całą wieczność, gdyby nie zagadkowa postać wyłaniająca się zza krzaków. Nuka w całym tym zachwycie uśpiła swą czujność, a Miluś powolutku zaczął podążać za ochrypłym głosem, za kolejną tajemnicą, którą pragnął odkryć tego dnia. Oddalone o kilkanaście metrów od stodoły krzaki, sprawiały wrażenie dumnych i niewzruszonych. Tylko ta postać, jak ogromna komoda z dłońmi uniesionymi w niewiadomym celu do góry, przykuła uwagę Milusia. Komoda wydająca dźwięki poruszała się rytmicznie kilka kroków do przodu, kilka do tyłu. Przedziwny taniec zrodził w główce pieska niebezpieczny plan, którego nie powstydziłby się nawet najlepszy psi detektyw. Miluś nie mógł nadziwić się tym tańcom i w czasie gdy on, jeszcze z bezpiecznej odległości, podziwiał fascynujące widoki, Nuka ogarnięta refleksją nad pięknem przyrody, poczęła powoli oddalać się od starej stodoły, ich wspólnej bezpiecznej przystani. Nagle oczywistym stało się, że oboje zmierzali w przeciwnych kierunkach, a odległość między nimi zwiększyła się na tyle, że nie byli już niestety w zasięgu swego wzroku. Wiosna, cudowne zapachy oraz możliwość chłonięcia wszystkiego, całej harmonii świata, odurzyły suczkę tak bardzo, że zapragnęła powąchać noskiem każdy kwiatek i przywitać się z każdym robaczkiem, jakiego spotkała na swej drodze, a było ich, uwierzcie mi, bardzo dużo. Tymczasem ogromna ciekawość popychała Milusia w nieznane, coraz to bliżej tajemniczej komody.

- No, gdzie jesteś? Tu cię mam! Ty niegrzeczny, mały potworze! A sio! - to Wioletta tymi szorstkimi słowami nawoływała do brzęczących much. Ostatnie dni przyniosły kobiecie dużo nadziei, zaczęła czuć się o wiele lepiej, znów nabrała sił do pracy i ochoty na spacery, tym bardziej że oto właśnie świat oficjalnie przywitała kwitnąca wiosna. Wioletta – w oczach Milusia chwiejąca się komoda, a w rzeczywistości – staruszka próbująca ręką odgonić owady. Miluś z zaciekawieniem kroczek po kroczku zmniejszał dystans dzielący go od staruszki i tylko raz, przez cały ten czas, obejrzał się za siebie, błądząc oczami w poszukiwaniu mamy. Fakt, że nie mógł jej dostrzec, wcale go nie zmartwił, a nawet ucieszył, bo oto teraz będzie mógł robić, co mu się żywnie podoba. Odwaga dodawała mu wiary, że nic nie jest w stanie go przestraszyć ani zrobić mu krzywdy, poza tym lubił komody, a zwłaszcza tę jedną, za plecami której mógł bezpiecznie w nocy zasypiać. Tańcząca za krzakami komoda przyciągała pieska swoją niezgrabnością, a wydobywający się z niej głos już wkrótce miał zostać zdemaskowany. Miluś pochylił swój grzbiet i powolutku z lekkością piórka zaczął skradać się poprzez gąszcz gęstych traw do swojego upragnionego celu. Serduszko biło mu bardzo szybko, wyostrzył mu się wzrok i słuch, wszystko było w gotowości, nic nie mogło go teraz powstrzymać, cel był tak blisko, odległość z sekundy na sekundę zmniejszała się, a tym samym na sile przybierała euforia i radość, że oto właśnie on, Miluś Milusiński po tylu tygodniach spędzonym w ukryciu ma w końcu możliwość zbadania jednej z najbardziej dręczących go tajemnic. Zły człowiek, o którym tyle mówiła mama, gadająca komoda czy może coś zupełnie innego? Miluś postanowił, że już dzisiaj, już teraz poskromi swoją ciekawość.

Czasami wydaje nam się, że nasze pragnienia są najważniejsze na świecie, wyobrażamy sobie, że ich spełnienie przyniesie nam radość i szczęście. Tak też myślał Miluś, a moment, w którym zrozumiał, że jest całkowicie inaczej, przyszedł nagle i z wielkim hukiem. Wioletta zajęta odganianiem owadów nie była świadoma, że pewien zwierzak podąża w jej kierunku. Miluś, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zamienił się w psa niemalże myśliwego, którego ruchy świadczyły o ogromnym doświadczeniu w kwestii szpiegowania i skradania się ukradkiem. On sam był zdziwiony nagłą zmianą w swojej posturze i kolejną dawką pewności siebie. Gdy już odległość między Milusiem a jego ofiarą zmniejszyła się drastycznie, kobieta kątem oka dostrzegła małą brązową plamę schowaną w głębokiej trawie. Najpierw pomyślała, że to jakiś kamień, tylko nie była pewna, skąd on się tam wziął. Staruszka postanowiła skupić swoją uwagę na zagadkowym przedmiocie, szybko chciała go określić, nazwać i tak samo szybko się go pozbyć. “Co u licha i dlaczego leży na mojej łące?” - zachodziła w głowę. I oto nadszedł moment, który w jednej chwili odmienił cały świat Milusia. Odwaga nagle gdzieś sobie poszybowała, zostawiając go na nowo malutkim, zwykłym pieskiem z wielkimi oklapłymi uszami, jak gdyby ktoś wypompował z nich powietrze, łapki też nie były już te same. Jeszcze kilka minut temu silne i pełne wigoru, teraz trzęsły się jak jakaś galareta. Miluś nie rozumiał, co się stało, ale czuł, że na pewno nic dobrego. Wioletta zrobiła dwa kroki w przód i nagle pojęła powagę sytuacji. Oto nieproszony gość w całej swej zuchwałości postanowił skorzystać z uroków jej sadu. Kobieta zrobiła kolejne dwa kroki do przodu, wzdrygnąwszy się chwilę, po tym jak Miluś z całym impetem wydał z siebie nieoczekiwany dźwięk. Było to głośne kichnięcie, całkiem nowe, zadziwiające doświadczenie dla pieska. Nasz bohater znieruchomiał na widok Wioletty.

- Nie tak miało być – szepnął cichutko.

Niestety zwycięski dzień zaczął przeobrażać się w zupełnie coś innego. Nagle Miluś bardzo mocno zapragnął mieć przy sobie swoją szmatkę do spania i prawdziwą skrzypiącą komodę, za której plecami smacznie co wieczór zasypiał, a przede wszystkim zrozumiał, że tęskni za mamą i tylko ona mogła go teraz wybawić z tej opresji. Poza tym poczuł żal i wstyd, że jej nie posłuchał i zapuścił się tak daleko w głąb sadu. Na szczęście Nuka po dostatecznym zachłyśnięciu się urokami pobliskiej okolicy wreszcie oprzytomniała i poruszona myślą, że przecież coś złego mogło się przytrafić Milusiowi, w te pędy ruszyła mu na ratunek. Wioletta stanęła na przeciwko szczeniaka, z gracją pochyliła nad nim swoją głowę i powiedziała:

- A to ciekawostka, taki brzydal, lepiej już teraz zacznij uciekać, zanim nie jest za późno – mówiąc to podniosła z ziemi drobny kamyczek.

Jej powolne ruchy wskazywały na wielki niepokój, jaki odczuwała i obawę przed tym, co może się wydarzyć. Na zewnątrz silna, niedostępna i sroga, a w środku delikatna i wrażliwa, taka była Wioletta i mało kto zdawał sobie z tego sprawę, a już na pewno nie Miluś i jego mama. Piesek wydał się kobiecie nadzwyczaj uroczy i przezabawny z tą swoją przerażoną minką i cudaśnymi uszami, łapkami i całą resztą. Wioletta nie wiedziała, jak się z pieskiem zaprzyjaźnić i mimo wyraźnej do niego sympatii, miała wrażenie, że boi się go bardziej niż on jej. Wolała trzymać mocno w dłoni mały drobny kamyczek i gdy już prawie miała się nim zamachnąć, w tym oto momencie pojawił się kolejny nieproszony gość. Już z oddali Nuka postanowiła podnieść głośny alarm. Wioletta, widząc nadbiegającego w natarciu psa, poczuła, że traci panowanie nad sobą i nagle cały świat zaczął jej migotać przed oczami, a ręce i nogi odmówiły posłuszeństwa, serce biło jak u bębniarza najgłośniejszy bęben, donośnie na tyle, że nawet Miluś słyszał jego melodię.

Nuka narobiła nie lada hałasu, z odwagą podbiegła do staruszki. Nie chciała zrobić jej krzywdy, a tylko nastraszyć, pokazać, kto tu ma przewagę w tym niespodziewanym starciu. Miluś obserwował całą sytuację i mocno kibicował mamie. Duma rozpierała jego małe serduszko, do momentu w którym zorientował się, że ta zła kobieta ma w oczach łzy, ogromny smutek i lęk wypisany na twarzy. Wioletta nie potrafiła się bronić, chyba nawet nie wiedziała jak, upuściła mocno zaciskany w dłoni kamyczek, strach całkowicie zawładnął jej ciałem. Miluś na wszystko patrzył z ogromnym zaciekawieniem i nagle w małej jednej chwili poczuł, jak ogromna fala dobroci zatapia wszystkie obawy i wrogość, jaką jeszcze przed sekundą tak intensywnie przeżywał. Nuka, widząc, co się dzieje, postanowiła cofnąć się o kilka kroków do tyłu. Teraz oboje w ciszy z bezpiecznej odległości przyglądali się staruszce. Nuka od wielu tygodni żyła w przeświadczeniu, że tam po drugiej stronie podwórka, w tej małej chatce mieszka zły człowiek, który może im wyrządzić wiele krzywd, a teraz stał przed nią taki bezbronny i przerażony. Nie mogła w to uwierzyć, porozumiewawczo zerknęła na Milusia i już wiedziała, że on poczuł to samo, a może nawet i więcej. Wioletta zanosiła się płaczem, oblodzone serce topniało w zawrotnym tempie, a radość piesków z tego faktu była nie do opisania. Nagle Wioletta runęła jak kłoda na ziemię. Był to tak przerażający dla Milusia widok, że aż podskoczył ze zdziwienia. Ani on, ani Nuka nie wiedzieli, co zrobić, natomiast byli przekonani, że trzeba działać szybko. Miluś podszedł raźnym krokiem do ciała staruszki i nie zastanawiając się za wiele, zaczął oblizywać jej czoło, miał nadzieję, że ten gest ją obudzi. Nuka natomiast postanowiła stanąć na wysokości zadania i odważyć się na to, na co normalnie nigdy w życiu by się nie odważyła. Nie minęła sekunda, a Nuka już z ogromną siłą i zaparciem kopała dół pod płotem sąsiadki – pani Basi. Deski okazały się zbyt zwarte, by móc się pomiędzy nimi przecisnąć, więc było to wprawdzie czasochłonne, ale jedyne rozwiązanie, jakie przychodziło jej do głowy. Nuka uwierzyła w swoje umiejętności. Całe wydarzenie dodało jej jakiś cudownych mocy i nakłoniło do głębokich przemyśleń, że strach to zły doradca, a po drugie, wszystko jest możliwe, choć nie jest takim, jakim się nam wydaje. Te myśli towarzyszyły jej podczas wielkich zmagań przy płocie. W tym czasie Miluś wpatrywał się w zamknięte oczy staruszki i starał się nasłuchiwać jej cichych oddechów. Był przekonany, że kobieta za chwilę się obudzi i czekał na ten moment z niecierpliwością. Nuka po wykopaniu odpowiedniej wielkości dołu, zwycięsko przedarła się na drugą stronę płotu. Energicznie wbiegła na podwórko sąsiadki i zachłannie poczęła drapać wielkie drewniane drzwi i szczekać głośno z błagalną nutą i wiarą, że ktoś w końcu je otworzy. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź, w progu pojawiła się niskiego wzrostu kobieta, z uśmiechem na twarzy pochyliła się nad Nuką.

- Czego szukasz? Chcesz trochę suchego chlebka? Nie mam nic lepszego, przyjdź innym razem, to dostaniesz coś specjalnego. Nuka usiadła na tylnych łapach i proszącym wzrokiem wpatrywała się w twarz Basi. Czuła, że sprawa jest trudna i wymaga od niej jeszcze większych poświęceń. “Jak to powiadają, cel uświęca środki” - pomyślała i zaraz po tym szybko chwyciła w zęby wiszącą u progu drzwi szmatkę i z tą szmatką w paszczy pobiegła, ile tylko miała sił w łapkach w stronę płotu i jej tajemnego przejścia. Kobieta z niedowierzaniem patrzyła na jej poczynania, zamknęła drzwi gospody i zdecydowanym krokiem postanowiła podążyć za Nuką, pod nosem cicho mamrocząc:

- No widział to kto? Takie słodkie, a takie zuchwałe.

Nuka dobrze wiedziała, że czyn choć haniebny, to poskutkuje i tym samym pomoże leżącej wciąż w bezruchu Wioletcie. I nie myliła się. Basia już z oddali dostrzegła postać sąsiadki i kierowana złym przeczuciem, postanowiła przyśpieszyć kroku, a to, co zobaczyła już będąc na miejscu, przeraziło ją tak bardzo, że aż znieruchomiała. Na szczęście moment ten trwał tylko chwilę, po której Basia już wiedziała, co robić. Dobrze znała się na zasadach pierwszej pomocy, zakasała rękawy i nie patrząc na nic, zabrała się do roboty. To wszystko trwało bardzo krótko, jak sen. którego się nawet nie pamięta, z tą różnicą, że i Miluś i Nuka, a także Wioletta oraz pani Basia nigdy tej historii nie zapomną. Basia po usilnych staraniach przywróciła do świata żywych pobladłą Wiolettę. Otuliła dłońmi głowę sąsiadki. Miluś energicznie wymachiwał ogonkiem, zawadiacko spoglądał raz na Wiolettę, raz na Basię. Nuka natomiast spłoszonym wzrokiem wpatrywała się w podartą, wybrudzoną szmatkę. Basia była pod wielkim wrażeniem jej bohaterstwa, na znak podziwu poklepała ją po grzbiecie:

- Dobra psina, mądra psina, to tylko kawałek materiału, żadna strata.

Wioletta oszołomiona całą sytuacją nie potrafiła wykrztusić z siebie ani słowa, z czułością spoglądała na Milusia oblizującego jej dłonie oraz na Nukę od teraz dumnie stojącą na warcie. Basia postanowiła jej wszystko opowiedzieć. Wioletta nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Kobieta już od dawna miała problemy z sercem, które zaniedbywała i najwyraźniej silne emocje były powodem jej omdlenia. Wioletta zaniedbywała również inne sfery swojego życia, nad którymi od dzisiaj postanowiła popracować i o które postanowiła zadbać z tą samą powagą, z jaką do tej pory odnosiła się do swoich codziennych obowiązków w ogrodzie. Sąsiadka znała charakter staruszki i wiedziała, czego może się po niej spodziewać, ale te słowa całkowicie ją zaskoczyły:

- Dziękuję ci Basiu za pomoc, nie wiem jak mam się odwdzięczyć.
- Mi? Ja nic takiego nie zrobiłam, gdyby nie te dwa psiaki, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej - mówiąc to ruchem dłoni wskazała na bohaterów całego zdarzenia.

Wioletta uśmiechnęła się poczciwie, ciepłym spojrzeniem otuliła dwie włochate mordki. Kobiety z trudnością podniosły się z ziemi i skierowały swoje kroki ku chatce Wioletty. Basia dostała zaproszenie na herbatę z lipy i postanowiła w ten zaskakujący dzień z niego skorzystać. W końcu poczuła ulgę, że po tylu miesiącach starań Wioletta nareszcie potrafiła się do niej przekonać. Zaproszenie na coś dobrego dostali również Nuka i Miluś. Oni także nie potrafili odmówić. Dodatkowo Wioletta postanowiła, że od teraz pieski będą miały swój własny ciepły kąt w jednym z rogów kuchni i już nigdy nie będą musiały prosić się o jedzenie. Każda najdrobniejsza rzecz w chatce będzie wspólna, podobnie sad i jego cenne dobrodziejstwa.

Dla wszystkich był to wyjątkowy dzień pełen wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Jedno było pewne, zła kobieta nie była taka zła. Miluś poznał w końcu, co to strach i że bez niego nie ma prawdziwej odwagi. Nuka odkryła jak bardzo dzielne i waleczne jest jej serduszko. Basia odnalazła bratnią duszę, a Wioletta w końcu zrozumiała, że nie trzeba się bać i że warto oddać choćby skrawek serca tym, którzy go potrzebują, bo tylko wtedy świat otworzy przed nami wszystko to, co w nim najcenniejsze.


SadButTrue

Dodaj bajkę

Szukaj

"Odkryj e-wolontariat"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek nagrodzona!

Bajkownia.org -Fabryka Bajek zajęła 2 miejsce w ogólnopolskim konkursie "Odkryj e-wolontariat""

Patronat medialny

 

 190x120 anim bajk

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek wspiera akcję Ministerstwa Środowiska - "Pobierz aplikację na smartfona i zagraj z dzieckiem w „Posegreguj śmieci”.  Sprawdź kto z Was zostanie mistrzem w segregowaniu?"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - druga tura konkursu na najlepsze strony Internetu

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - Złota Strona Tygodnia Wprost lipiec 2012