top

Logowanie

Wesprzyj Bajkownię

     Twórz z nami Bajkownię!

Kto jest Online

Odwiedza nas 405 gości oraz 0 użytkowników.

Przyjaciele Bajkowni


wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


Bogdan Dmowski czyta wiersze i wierszowane bajki dla dzieci i dla dorosłych


bajkowy podcast okladka


bajki dla dzieci


zloty jez



TataMariusz 200x200

© Copyright by Bajkownia.org - Fabryka Bajek, Powered by Joomla! Valid XHTML and CSS.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Bajka dla dzieci - Kurka Tosia i przyjaciele cz.IV

 

Nazajutrz zwierzęta obudził głośny szelest dobiegający zza krzaków.

- Kto tak głośno chodzi po zielonej trawce? - zapytała ospale Eleonora.

- Cicho bądź - wyszeptała Tosia, uważnie obserwując krzaczki. - Ktoś nas wczoraj śledził, a teraz szykuje pułapkę, może chce nas uwięzić!

 

- To brzmi strasznie... - wymamrotał Antoni.

- Jesteś tego pewna Tosia? - zapytała z przerażeniem Nuka.

- Oczywiście że nie jestem pewna. - Tosia z powagą usiadła wprost przed nosem przyjaciółki - to są tylko moje podejrzenia. Widziałam takie rzeczy wiele razy. W telewizorze.

- No pewnie że w telewizorze, jakżeby inaczej. Ech znowu mnie nabrałaś. - Nuka podniosła się gwałtownie i ruszyła wprost przed siebie, w kierunku tajemniczych dźwięków i ruszających się

krzaczków. Dało się słyszeć z daleka błagalny głos Tosi Przyjaciółko! Nie rób tego!' Uważaj!, ale Nuka nie zważała na te ostrzeżenia. Gwałtownym ruchem chwyciła łapą za gałązki i zatopiła swoją głowę w zieleni ku jeszcze większemu przerażeniu swoich towarzyszy wyprawy, aby po chwili całkiem zniknąć z pola ich widzenia.

- O jacie.... co jej się mogło stać? - zawodziła głośno Eleonora. - Zniknęła bez śladu, to okropne.

- Mówiłam jej, żeby nie podchodziła do krzaczków - przemówiła pewnym głosem Tosia. - Ale się nie posłuchała. Teraz musimy ją uratować. Nie bójmy się! Ruszajmy! - krzyknęła głośno, chcąc tym

samym dodać również i sobie odwagi.

- Ruszajmy - odpowiedziały zwierzęta niepewnym, drżącym głosem. Tosia szła pierwsza, a jej nóżki dygotały jak galareta w tańcu. Kot Antoni, widząc, co się dzieje, nie mógł wyjść z podziwu i

tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że Tosia to ktoś zupełnie wyjątkowy. Zwierzęta powoli zbliżały się do tajemniczego krzaczka. Tosia jako pierwsza jednym podskokiem wysunęła się na spore prowadzenie.

- No dobra - powiedziała. - Zobaczmy o co tutaj chodzi - i to mówiąc, zajrzała dziubkiem i swoją małą kurzą łapką za wielki krzaczek. I już jej nie było.

- O nie! - rozpaczliwie krzyknęła świnka. - Tośka, gdzie jesteś?

- Musimy je uratować, teraz mamy dwie zaginione, trzeba coś zrobić i to szybko! - nerwowo wykrzykiwał Antoni.

- Tylko co? Ja nigdy nie oglądałam telewizji, nie wiem, co się robi w takiej sytuacji - rozpaczała Eleonora.
- Ja też nie oglądałem i co z tego. Trzeba działać i tyle. - Kot chwycił za długi patyk i ruszył dziarskim krokiem przed siebie. Zbliżył się do krzaczków i mocno zaczął je okładać patykiem.
- A masz! A masz! - krzyczał. - Oddawaj Nukę i Tośkę!
- Aua, przestań kocie! Aua! - krzyczały wspólnym głosem zwierzęta. Jak się okazało, za krzaczkiem czaiła się na swoich przyjaciół gąska Róża. Nuka, gdy ją zobaczyła wpadła na świetny pomysł, aby
schować się razem z gąską i przestraszyć pozostałych. Tosia, widząc Różę i Nukę za krzaczkiem trzęsące się ze śmiechu, również postanowiła do nich dołączyć i tak o to przerażająca historia zamieniła się w psikusa i kupę śmiechu.
- Wow, ty to dopiero jesteś odważny Antoni! - zagaiła kurka.
- Zgadzam się z Tosią, byłeś na tyle odważny, aby stawić czoła nieznanemu tylko po to, aby uratować jakąś tam Tośkę i Nukę - powiedziała z uznaniem w głosie suczka.
- Nie było wyjścia przecież, z resztą każdy tak potrafi. - Zawstydził się kot.
- Ja nie potrafiłam – wycedziła Eleonora i ze smutkiem spuściła głowę.
- Nie martw się, na pewno jeszcze kiedyś nas uratujesz, chociażby przed łysym polem i szorstkim, czarnym asfaltem. - pocieszała koleżankę Tosia.
- Widzę, że sporo was tutaj - przemówiła gąska. - Wyruszyłam nad ranem, żeby was odnaleźć.Miałam w prawdzie trochę wątpliwości, no bo to mój pierwszy raz tak daleko od domu, ale na
szczęście się udało. Podglądałam, jak śpicie, a ponieważ, jak już wiecie, mam duże poczucie humoru, to postanowiłam zrobić wam psikusa. - Uśmiechnęła się szyderczo Róża.
- No tak, było śmiesznie no i trochę strasznie. – Tosia poklepała gąskę po ramieniu.
- Opowiadaj, co słychać w gospodzie. Co powiedziała Basia na nasze zniknięcie? Wyjaśniłaś jej wszystko jak należy? - dopytywała Nuka.
Róża ze smutkiem spuściła głowę. Usiadła ociężale na ziemi i zaczęła opowiadać:
- Znacie moje umiejętności oratorskie nie od dziś. Jestem, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało, elokwentna i naprawdę, naprawdę mam to coś, co potrafi przekonać, wpłynąć na drugą
istotę. No jestem po prostu.... - Chwilę zastanawiała się, drapiąc po głowie. - Jak to powiedzieć... hmmm. – Myślała intensywnie. - Jestem po prostu nowoczesna, wiem, czego oczekuję
od życia. Karierę w gospodarstwie już dawno zrobiłam. Niestraszne mi widły, krowie kupy, siano, listonosz i jego rower. Załatwię każdą sprawę. Z każdym się dogadam. No ale... tej jednej sprawy
jakoś no nie dałam rady po prostu. Wstyd się przyznać.
- Co to oznacza? - z troską w głosie zapytała Nuka.
- To oznacza, że Pani nasza kochana Basia nic nie wie - odpowiedziała zrezygnowanym głosem Róża.
- O nie! - krzyknęła Eleonora. - Pewnie myśli, że ją zostawiliśmy, że nie podoba nam się jej podwórko, stajnia i stodoła. No może brakuje tam wesołych kolorów, dałabym trochę więcej różu
albo czerwieni, ale tak naprawdę to ja się przyzwyczaiłam – przekonywała. - I pokochałam to miejsce.
- Tak jak my wszyscy – posępnym głosem dodała Nuka.
- I co teraz? Pani Basia znajdzie sobie kogoś na nasze miejsce. Na pewno tak się stanie! - zawodziła Eleonora.
- Całkiem możliwe – odparła Tosia. – Ale zwierzaki przecież jesteśmy tutaj, żeby ratować życie Olki. To jest chyba najważniejsze. Przestańcie rozpaczać - pewnym głosem przemówiła kurka. -
Jesteśmy tak blisko domu wrednej dziewczynki. Czuję to. Plan musi się udać. Idziemy po ciebie, Olka! Nie martw się! Żaden potwór nam nie straszny ani wilkołaki, ani wampiry, ani kosmici, ani
ciasteczkowy potwór, a przede wszystkim nie boimy się Buki. O nie! My nie z tych! - wykrzykiwała w niebogłosy Tosia.
- Nie boimy się! Nie! - wtórowali jej pozostali uczestniczy wyprawy.
 
Zwierzęta nie wiedziały, że pani Basia podniosła alarm w najbliższej okolicy. Wszystkie koleżanki staruszki przeszukiwały kąty swoich gospodarstw w nadziei, że zwierzęta się odnajdą i bezpiecznie
powrócą do swojego domku. Pani Basia zachodziła w głowę, co się mogło stać, a poranne zniknięcie Róży jeszcze bardziej ją zmartwiło. Kobieta postanowiła na własną rękę, gdy wróci z
pracy, wyruszyć na poszukiwanie zwierząt, a głowa lalki Barbie, którą znalazła w rowie podsunęła jej pomysł.
 
Tosia dowodziła całej dalszej wyprawie. Zwierzęta jednomyślnie ustaliły, że to właśnie ona, ta rozmarzona, wiecznie zamyślona, gadająca czasami do siebie kurka jest warta i godna zaufania, a
jej zapał i szalone pomysły na pewno wyjdą wszystkim na dobre. Nawet Nuka postanowiła nie komentować tego wyboru, aby posłusznie poddać się decyzji większości, choć złe przeczucia jej nie
opuszczały, bo bała się o Tosię najbardziej na świecie, gdyż uważała, że chęć bycia odważnym nijak się ma do tego, by odważnym móc się nazywać. Nuka nie doceniała ogromnych starań Tosi
oraz tego, że jej waleczne serduszko, choć zalęknione i dygające na każdy podejrzany szelest, wyrywało się ku przygodzie, aby spełnić marzenie i przeżyć choć jeden dzień inaczej niż
dotychczas.
 
Zwierzęta szły w skupieniu i ciszy, odważnie krok za kroczkiem. W ich główkach przewijały się różne, przeróżne myśli i obrazy. Świnka Eleonora zamartwiała się o Olę: Co ta mała kudłata mogła
jej zrobić? Mam nadzieję, że nic strasznego. Nigdy nie lubiłam tej dziewczynki, dużo krzyczy, nie patrzy pod nogi, jak jeździ, ile ona fiołków zmasakrowała, a kiedyś nawet pokazała mi język. Kot
Antoni rozpamiętywał chwile spędzone z Olą, której tak naprawdę nie poznał, ale przechadzał się obok jej gospody, a kiedyś nawet spojrzeli sobie głęboko w oczy: Ach... to była magia, coś
pięknego, jak czarodziejka z bajki...ach powtarzał w myślach. Gąska Róża wciąż wyrzucała sobie brak profesjonalizmu: Jak tak mogło się stać, że ja gąska Róża nie dałam rady....ech co ze mnie za
gąska.... ech... nie no fajna jestem, mądra, co ja chcę od siebie, no ale mogłam się dogadać z panią Basią.... gdybym tylko miała więcej czasu na ćwiczenia dykcji.... przecież jak ja mówię, to wszyscy słuchają, za późno mi o wszystkim powiedziała ta Tośka... ech Tosia ciekawe, czy podoła sytuacji, ja to bym podołała heh! Ojacie... mogłam dać z siebie więcej wtedy na podwórku...ech. Nuka natomiast rozmyślała o sprawach ważnych, a nawet można powiedzieć filozoficznych dylematach: A zatem, czy wystarczy sobie powiedzieć, że jest się dobrym, to już takim się jest? Kiedy jest się dobrym naprawdę? Czy można siebie nazywać, jak się chce? Ja chciałabym być lekarzem, to kiedy nim będę? Jak wszystkim o tym powiem? A Tosia chce być jak te postaci z telewizora, to wystarczy, że powie, że jest Rambo, to już nim będzie? A nie... Tośka ma rację, ona nie tylko gada, ona jeszcze robi, stara się... ach to chyba jest odpowiedź. I gdy tak zwierzęta szły powoli, nagle dało się słyszeć głośny krzyk Tosi:
- Uważajcie, samochód! Niech każdy odsunie się na pobocze!
Zwierzęta odskoczyły na bok, zadowolone, że udało się zapobiec nieszczęściu. Dziękowały Tosi, za bycie uważną i troskliwą. Kurka nie miała czasu na postoje i klepanie się po ramionach, gdy to
właśnie ukazał się jej oczom kolejny ważny trop zagadki. Auto, które tak gwałtownie minęło zwierzęta i zarzuciło na zakręcie, by zniknąć za wielką drewnianą bramą, miało te same numery
tablicy rejestracyjnej, które tak skwapliwie przechowywała w swej pamięci kurka.
- O kurczaki.... - powiedziała do siebie Tosia i żwawo ruszyła przed siebie, nawołując do pozostałych. - Nie ociągaj się drużyno, jesteśmy już blisko!
 
Małe, drobne ślady zaczęły być widoczne na poboczu drogi, poczynając od wielkiego krzaczka, przy którym zaczaiła się gąska, aż do płotu pana Zygmunta, dziadka małej wrednej dziewczynki.
Zwierzęta szły gęsiego jeden za drugim. Droga była mokra od deszczu, który lekko popadał tego ranka. Stąd te ślady.
- Tosia, wszędzie widać moje kopytka, popatrz! - rozpaczliwie krzyknęła Eleonora. - Ktoś może nas śledzić, tak jak to zrobiła gąska Róża.
Kurka podeszła do zaniepokojonej koleżanki. Pochyliła się nad ścieżką. Złapała za swój mały dziubek i przemówiła ze spokojem:
- A czy to źle, że widać nasze ślady? Popatrzcie za siebie. Każdy coś na ścieżce zostawił.
- Mi się wydaje - nieśmiało zagaił Antoni - choć w ogóle się nie znam na tych rzeczach, że to dobrze, że są ślady, bo ktoś was w końcu odnajdzie, może pani Basia? Przyjedzie samochodem i nie
będziecie musiały człapać nogami z powrotem.
- No właśnie - z uśmiechem odpowiedziała Tosia - a to przecież bardzo dobrze, my idziemy odnaleźć Olkę, a pani Basia na pewno wyruszy na poszukiwanie nas, naszej drużyny
nieustraszonych. Może nawet nam pomoże odzyskać Olkę.
- Masz rację Antoni, masz rację Tosiu - pokiwała głową w geście podziwu Nuka - tyle że pani Basia nie ma samochodu, jeździ rowerem do miasta.
- To może zapakuje nas na rower? - zapytała z nadzieją w głosie świnka.
- Całkiem możliwe - zaśmiała się Nuka.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale gdzie my jesteśmy? - zagaiła Róża. - To jakiś płot i wielki dom, stodoła tam za płotem. Dlaczego tu przystanęliśmy? W ogóle nie rozumiem sytuacji, niech ktoś
wytłumaczy, tylko z sensem proszę.
 
Zwierzęta przystanęły i pytającymi oczami spojrzały na Tosię oczekując, najlepiej mało skomplikowanych wyjaśnień.
- Moja drużyno, o to cel naszej wędrówki. - powiedziała z dumą w głosie. - Za tym wielkim płotem jest Olka.
- Skąd ta pewność Tośka? - zapytała Róża.
- Już tłumaczę. - Tosia oddaliła się od pozostałych zwierząt. Wróciła po chwili, taszcząc ze sobą niewielki patyczek. - A więc to jest tak. - Patykiem wskazała na wyrysowane na ziemi znaki. - To są
numery auta, które z piskiem opon ruszyło z miejsca zbrodni.
- A już pamiętam, wiem o jaki samochód ci chodzi, tylko czy to na pewno ten sam? – dopytywała Eleonora.
- Tak, tak. - potwierdziła, gwałtownie trzęsąc główką Tosia. - Wiem, że to ten sam samochód, bo zapamiętałam jego numerki, które zapisałam tutaj na ziemi. To naprawdę są te same numerki, które wiszą na aucie, o tym aucie za płotem. - Tosia wskazała na widoczne między szparami płotu auto. Niestety tablica rejestracyjna nie była w zasięgu ich wzroku, bo stał przed nią jakiś przedmiot, który na nieszczęście zasłaniał cały widok. Dlatego zwierzęta musiały zawierzyć kurce na słowo.
- No dobrze, powiedzmy, że gdzieś tutaj jest nasza Ola, ale co dalej? Masz jakiś plan? - zapytała z troską w głosie Nuka.
 
Pozostałe zwierzęta wciąż uważnie wpatrywały się w każdy ruch, gest a nawet mrugnięcie oka kurki, które pozwoliłoby zrozumieć, co je jeszcze tego słonecznego popołudnia spotka. I czy trzeba
będzie walczyć, a może wystarczy siedzieć cicho. Zwierzęta nie mogły doczekać się planu, jaki Tosia opracowała. Bo w to, że już coś tam jej świtało w głowie, nikt nie wątpił. Kurka, widząc te
ciekawskie oczka, uśmiechnęła się od ucha do ucha i w końcu przemówiła, tłumacząc jak, gdzie i kiedy, i po co, oczywiście używając przy tym fachowego słownictwa. Mówiła dużo i szybko, a
czasami powoli. Zwierzęta co rusz robiły wielkie oczy, dziwne miny, marszczyły czoła i nerwowo drapały się po głowach.
- No i? Co o tym wszystkim myślicie?- zapytała, energicznie podskakując Tosia. - Możemy zabrać się do roboty?
Przyjaciele Tosi popatrzyli badawczo i niepewnie na siebie. Zapadła cisza, z której wybawić postanowiła wszystkich Eleonora.
- Tosienko kochana, bardzo Ciebie przepraszam, ale ja nie potrafię wspinać się po płocie, nie potrafię podskakiwać jak baletnica, nawet nie wiem, co to znaczy. Myślę sobie, że chyba nie dam
rady. Bo ja tak mało umiem.
- Ja też nic z tego nie rozumiem. - Stanęła dumnie wprost przed dziubkiem Tosi Róża - Chociaż jestem świetna, co nie ulega wątpliwości, to tego tam, jak to się nazywało, ech zapomniałam, no po
prostu nie wiem, jak to się robi. Nie ja pierwsza i nie ostatnia. Przyznawać się wszyscy po kolei. - I to mówiąc, gąska spojrzała na resztę drużyny zwierzaków, czyli Nukę i Antoniego.
- To prawda Tosia, no ale czego ty się spodziewałaś? Nikt nie zna tych profesjonalnych chwytów, o których wspomniałaś. Czy nie można trochę prościej? - zapytała Nuka.
- Pewnie, że można! - krzyknęła rozentuzjazmowana kurka. - Myślę, że szkolenie bardzo wam się przyda. Obiecuję, że nie będzie tak trudne, jak to sobie wyobrażacie. - I to mówiąc, Tosia ustawiła
każdego w szeregu i zaczęło się prawdziwe szaleństwo. Zwierzęta wymachiwały wszystkim tym, co miały do wymachiwania. Skakały z wysokości (z zaledwie niewielkich rozmiarów kamienia),
wspinały się na drzewo rosnące obok (oczywiście każdy w miarę swoich możliwości). Oj wiele się tam działo, a ile było śmiechu i potu i łez, ciężko by było zliczyć.
 
W czasie, gdy zwierzęta skrupulatnie przygotowywały się do realizacji planu odzyskania Olki, pani Basia zdążyła wrócić z pracy i ustalić swój własny plan ratowania ukochanych podopiecznych. W
tym celu wsiadła na rower, a do niego przymocowała wyjątkowo dużych rozmiarów przyczepę, którą pożyczyła od sąsiada pana Tadeusza. Ten przyznał się, że choć nie pamięta, kiedy to było
dokładnie, to widział dziewczynkę na rowerze i faktycznie jakiegoś kota, który pod ten rower wpadł. Wszystko działo się przy głównej drodze, ale on nie miał czasu na bieganie na ratunek bo
właśnie szykował krowę Łatę do porodu i niestety kota z tak daleka nie rozpoznał. Żadna z koleżanek Basi nie potrafiła pomóc kobiecie, a historia pana Tadeusza była jedynym tropem. Basia
postanowiła działać na własną rękę.
- No zwierzaki, jadę wam na ratunek. Trzymajcie się kochani, gdziekolwiek jesteście! - Po tych głośno wypowiedzianych słowach Basia ruszyła przed siebie, w kierunku domu wrednej małej
dziewczynki.
Pozostałe zwierzęta z gospody kobiety, również mocno przeżywały zaginięcie towarzyszek z podwórka. Ale żadne z nich nie potrafiło zebrać się na odwagę, aby wyruszyć w podróż, szukając ich
śladu. Ani kurki, ani świnki, ani gąski i kaczuszki nie potrafiły sobie tego wyobrazić. Tych odległości, tych przestrzeni. Dla nich, gdzieś tam daleko, był już koniec świata. I niestety
zwierzątka traciły nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczą Olkę, Nukę, Eleonorę, Tosię i Różę.
 
Po uciążliwych, a chwilami zabawnych ćwiczeniach, zwierzęta były gotowe na to, co przygotował dla nich los, a raczej wnikliwy umysł kurki Tosi. Plan działania nie był bardzo skomplikowany, był
natomiast trochę wymagający. I gdy zwierzęta poustawiały się w miejscach wyznaczonych przez Tosię, gdy już każdy wiedział, co zrobić musi, jaki jest jego udział w całym tym przedsięwzięciu,
gdy już nawet co poniektórzy nie mogli się doczekać znaku-sygnału od kapitana drużyny, wtem nagle stało się coś przedziwnego, co skutecznie wytrąciło z bojowego rytmu całe towarzystwo.
 
Oczom zwierząt ukazała się następująca scena: mała wredna dziewczynka wyszła za bramę gospody, na jej rękach w pozycji super wygodnej leniwie rozciągał się kot, a raczej kocica i była
to Olka. Zwierzęta nie mogły uwierzyć w to, co zobaczyły. Mała dziewczynka usiadła na trawie i położyła na niej również Olkę. Z kieszeni spodni wyciągnęła mały wisiorek, którym energicznie
zaczęła wymachiwać nad głową kocicy. Olka uszczęśliwiona widokiem zabawki próbowała ją uchwycić swoimi pazurkami, niestety bezskutecznie. Jedna z łapek kocicy była starannie
zabandażowana, co bardzo ograniczało jej zwinne dotychczas ruchy. Dziewczynka przytulała i czule głaskała kocicę.
- Co się dzieje Tosia? - zapytała cicho Eleonora. Pozostałe zwierzęta poukrywane za krzakami, gotowe do stoczenia boju o życie koleżanki, również zadawały sobie w głowie podobne pytanie.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem.... - wymamrotała osłupiała kurka. Wtem stało się coś jeszcze bardziej zaskakującego. Na ścieżkę gospody małej dziewczynki wjechała na swym extra
wystrzałowym rowerze zaopatrzonym w ogromną przyczepę, pani Basia. Kamyczki głośno zgrzytały pod kołami pojazdu. Zwierzęta oniemiały na ten dźwięk i widok kobiety, ich ukochanej
pani, za którą w rzeczy samej wszyscy zdążyli już się stęsknić. Kobieta ociężale zeszła z roweru i oparła go o wielki drewniany płot. Powolnym krokiem ruszyła w kierunku dziewczynki, oddalonej
zaledwie o kilka metrów.
- Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałam i już prawie straciłam nadzieję. Ojej co ci się stało w łapkę? - Basia przemówiła głośno, ale czule do wylegującej się na trawie i nieświadomej całego zajścia
Olki. Kocica nagle podskoczyła jak poparzona, aby po chwili móc łasić się do nóg swojej pani.
 
Piękny był to widok. Ukryte w przeróżnych częściach sadu zwierzęta nie mogły powstrzymać łez, ale żadne z nich nie potrafiło się odważyć na wysunięcie choćby kawałeczka noska albo łapki tak,
aby pani Basia mogła również i je odnaleźć.
- To pani kotek? - zapytała posmutniała dziewczynka.
- Tak, to moja kochana Olka, zaginęła dwa dni temu. Dziękuję, że ją odnalazłaś. - odpowiedziała z radością kobieta.
Dziewczynka jeszcze bardziej posmutniała. Po chwili zastanowienia dodała:
- Ja jej nie musiałam szukać, proszę pani. Ja jej zrobiłam krzywdę w łapkę. To był wypadek. Jechałam na rowerze. Naprawdę nie chciałam nic jej zrobić. - Dziewczynka wybuchła głośnym
płaczem. Kobieta przytuliła dziecko i pogłaskała je po głowie.
- Oczywiście, że nie chciałaś. Wierzę ci i dziękuję, że się o nią zatroszczyłaś. A ja mam coś co chyba należy do ciebie. - Basia sięgnęła do kieszeni spodni i wyciągnęła z nich głowę lalki.
Zapłakana dziewczynka spojrzała do góry, głęboko w oczy kobiety.
- Tak! - ucieszyła się dziewczynka. - Skąd pani wiedziała?
- To proste, widziałam wiele razy, jak przejeżdżasz obok mojego gospodarstwa z piękną lalką usadowioną w koszyczku na rowerze. - odpowiedziała Basia.
- Dziękuję. - Dziewczynka schowała głowę lalki i spuściła wzrok. - Pani chce zabrać kotkę do siebie? - zapytała z trwogą.
- Tak, niestety nie potrafię żyć bez moich zwierzaków. Bardzo kocham Olkę. - odpowiedziała poczciwie kobieta.
 
Nagle dało się słyszeć jakieś dziwne dźwięki, które wprawiły w osłupienie dziewczynkę, jak i panią Basię. To było jakby chrząkanie, gęganie, pomrukiwanie i cichutkie wycie oraz jednostajne gdakanie. Zwierzęta przesiadujące w swoich kryjówkach nie mogły już dłużej ukrywać emocji. Fala uczuć zalała ich małe główki i serduszka. Żadne z nich nie potrafiło powstrzymać płaczu. A zaczęło się oczywiście od najdelikatniejszej Eleonory. Ale często tak jest, że jak jedno płacze, to zaraz zaczyna drugie i kolejne, i tak też było w przypadku zwierzaków pani Basi. Kobieta zainteresowana
podejrzanym dźwiękiem wyszła wprost na spotkanie swoim podopiecznym, którzy powoli zaczęli wyłaniać się zza krzaków, drzew i kamieni.
- Co wy tu robicie? Nie wierzę własnym oczom! - krzyczała radośnie. Zwierzęta rzuciły się w ramiona swojej pani, wciąż płacząc i szlochając. Tylko jeden kot Antoni trochę onieśmielony stał z
boku ze spuszczonym pyszczkiem.
- A ty kim jesteś mój piękny panie? - zapytała Basia, rozpoznając kocura, który wiele razy mijał ją na drodze do lasu, ale jakoś nigdy nie było sposobności się zapoznać. - Chyba się znamy, ale tylko
z widzenia, bo zawsze chodzisz swoimi ścieżkami. - dodała z uśmiechem.
 
Ola, zerkając w kierunku nowego kolegi, bardzo się onieśmieliła. Basia, widząc, co się dzieje, zagadała do małej dziewczynki.
- Popatrz na tych dwoje. Olka chyba się zakochała. Oj, będą z tego małe kociaki, a jak maluchy to i dużo roboty, a jak dużo roboty, to będę potrzebowała pomocy jakiejś miłośniczki zwierząt o dobrym sercu. - Kobieta podeszła do Antoniego i pogłaskała go po grzbiecie, a dziewczynka radośnie podskoczyła i klasnęła w dłonie. Kobieta z ulgą spojrzała raz jeszcze na drużynę uciekinierów i
przemówiła pewnym głosem:
- Tosia, Eleonora, Nuka, Róża i Ola zapraszam na pokład. - Basia ruchem dłoni wskazała na przyczepę przytwierdzoną do roweru. Zwierzęta oczywiście zrozumiały, o co chodzi i bardzo się
ucieszyły, że nie muszą wracać do domu, człapiąc zmęczonymi nóżkami.
- A ty - Basia pochyliła się nad kotem Antonim - nasz nowy przyjacielu, możesz zrobić, co zechcesz. Zapraszam do mnie.
- Albo do mnie! - krzyknęła dziewczynka i pomachała małym wisiorkiem na zachętę.
Kot Antoni przez chwilkę zastanawiał się, co ma zrobić.
- Choć z nami – krzyczały zwierzęta – będzie fajnie, u nas jest super! - wciąż nawoływały.
 
Mała dziewczynka z pewnością miała wiele do zaoferowania. U jej boku czekały go same miłe rzeczy, bo dziewczynka nazywana przez wszystkich 'wredną' wcale taka nie była. Kot wiedział
również, że dobrze mu będzie w gospodarstwie pani Basi, wśród nowych przyjaciół, no i była tam Olka, ta do której Antoni poczuł, jak to mówią inni 'miętę'. Był to ciężki orzech do zgryzienia. W
ostateczności kot postanowił wrócić do swoich samotnych ścieżek. Taka wizja była dla niego najlepszą z możliwych. Oczywiście obiecał odwiedzać nowych przyjaciół, nawet codziennie, w
końcu zależało mu na Olce. A może kiedyś, sprawy przybiorą inne tory i wszyscy zamieszkają pod jednym wspólnym dachem, no ale do tego potrzeba czasu oczywiście. Zwierzęta rozumiały decyzję
kota. One tak samo przyzwyczajone do swojego domku nie wyobrażały sobie życia gdzie indziej, a kot miał swój domek w lesie, w jego tajemnej grocie. I tak póki co musiało pozostać. Zwierzęta
zapakowały się niezgrabnie na przyczepę. Mała dziewczynka pocałowała na do widzenia Olkę i już można było ruszyć. Pani Basia ostrożnie wsiadła na rower i pognała wprost przed siebie w stronę
domu. W jej głowie kotłowały się myśli: Jak to możliwe, że wszystkie zwierzaki siedziały w sadzie wujka tej małej dziewczynki. Jak to możliwe? - kobieta główkowała się jeszcze przez moment, aby
po chwili o tym całkiem zapomnieć. Serce Basi znów wypełniła radość na myśl, że udało się odnaleźć wszystkich uciekinierów. Zwierzęta bezpiecznie usadowione na przyczepie spoglądały na
siebie z dumą i niedowierzaniem. Wszyscy nie mogli się napatrzeć na Olkę.
 
- Opowiadaj, co się stało, jak tam jest u tej małej wrednej dziewczynki - zapytała ciekawska Róża.
- Wcale nie wrednej. No, naprawdę, ona nie jest wredna. - oburzyła się Ola. - Też tak myślałam na początku, ale potem, jak mnie zgarnęła z tego rowu, to było jak w niebie. Miałam dużo jedzenia,
mięciutką podusię, cieplutki kocyk i super zabawki. I wcale mnie już łapka nie boli. - przekonywała. - A teraz wy opowiedzcie, czemu siedzieliście w tym sadzie? Co? - Olka otworzyła szeroko oczy, czekając wyjaśnień.
- No jak to czemu? – zapytała zdziwiona Nuka – Przybyliśmy na twój ratunek.
- Niesamowite, zrobiliście to dla mnie? - zdziwiona dopytywała.
- Oczywiście! - krzyknęła Eleonora. - Nuka zapomniała dodać, że to wszystko przez Tosię. Ona wpadła na ten odważny pomysł. Ja to w ogóle sama nigdy, nigdzie bym nie poszła, no może nad
stawik, ale to przecież blisko jest. Ale to Tosia jest prawdziwą Rambową, Supermenową czy jakoś tak. To ona wszystko zaplanowała.
 
Tosia się mocno zawstydziła. Zwierzęta zaczęły jeden przez drugiego opowiadać Oli przygodę ich życia. O nocy i nieznajomych ścieżkach, o grocie w lesie, o Antonim, o wielkim krzaczku, gąsce
Róży i psikusie, o tęsknocie, braku nadziei i zwątpieniu, o radości i pełnej mobilizacji, o pędzącym aucie i tropie, na jaki wpadła Tosia, o intensywnym szkoleniu w sadzie, po którym każdy uwierzył,
że wszystko jest możliwe.
- Też chciałabym coś takiego przeżyć - rozmarzyła się Ola.
- Chyba żartujesz! Za mało się strachu najadłaś? - parsknęła Róża. - Choć może, jakby się tak dłużej nad tym zastanowić, to w sumie niezła była to przygoda. Chyba jedyna taka w moim życiu. Choć, wiadomo, mam bardzo ciekawe życie. Każdego dnia jestem w ogniu akcji. A to trzeba wstać, zjeść, pójść do toalety, pozbierać, co jest do pozbierania, pochodzić, rozprostować nogi, pogadać,
posiedzieć. No masakra, tyle się dzieje. Ja nigdy się nie nudzę po prostu. Bo jak ktoś jest interesujący sam dla siebie, to nigdy się nie będzie nudzić. Hehe. - zaśmiała się pod nosem. 
- No pewnie, chyba każdy się z tobą zgodzi. Poza tym jesteś jedyna w swoim rodzaju. - Nuka poklepała po ramieniu koleżankę. Nagle dotąd trwająca w milczeniu Tosia przemówiła
zrezygnowanym głosem:
- Tak naprawdę niczego wielkiego nie dokonaliśmy. - Tosia spuściła głowę. Kurka czuła żal, że w ostateczności jej drużyna nie mogła się wykazać nowymi umiejętnościami, bo na ratunek Olce
przyszła pani Basia. Tosia chciała, aby przygoda nigdy się nie kończyła. Ale to niestety nie było możliwe. Nuka zdawała się rozumieć dylematy kurki, gdyż znała ją nie od dziś, dodatkowo jej
analityczny umysł, a przede wszystkim współczujące serce było w stanie wychwycić każdą najdrobniejszą nostalgię i smutek w spojrzeniu i głosie przyjaciółki.
- Dlaczego jesteś taka przygnębiona Tosiu? Przecież to dzięki tobie wydarzyło się to wszystko.
 
Dzięki tobie ruszyliśmy razem bez strachu, przed siebie. To ty nas mobilizowałaś swoją odwagą i szaleństwem. Bo trzeba być trochę szalonym, żeby mimo trzęsących się nóżek móc podążać przed
siebie w ciemności, której przecież tak nie lubisz, z podniesioną główką, bacznie obserwując wszystko wokół. Kiedyś myślałam sobie, że nie masz racji, że to nawet śmieszne, co robisz, ta
telewizja, twoje dziwaczne pomysły, to jak bardzo chcesz być odważna. Czasami śmiałam się z ciebie w duchu, za co teraz przepraszam. Ja zawsze skrycie marzyłam, żeby zostać takim
specjalnym lekarzem od rozmów, to znaczy ekspertem od dylematów, innymi słowy psycholożką. Marzenie ściętej głowy. Ale od teraz wiem, że nie wystarczy, żebym zaczęła tak o sobie myśleć,
muszę działać, działać i jeszcze raz działać! Bo od samego myślenia nic się nie zmieni. Trzeba stanąć na przeciwko wyzwaniom. Mimo strachu, lęku. Ale przede wszystkim najpierw muszę
uwierzyć, że to jest możliwe. Chcąc być psycholożką zwierząt, muszę poczuć się jak jedna z nich. Zacząć myśleć jak ona i mierzyć się z trudnościami. A cała reszta przyjdzie z czasem. Wiem, że
jeszcze wiele przede mną. Mam nadzieję, że wszystkiego zdążę się nauczyć.
- A kto to jest psycholożka? Bo nie rozumiem - ze zdziwieniem zapytała Eleonora.
- To inaczej lekarz od ciała i duszy. Przyjdzie czas, że to wyjaśnię - ze spokojem odparła Nuka. - Wszystkiego się dowiecie moi przyjaciele. - Ciepłym spojrzeniem ogarnęła ciekawskie twarze.
 
Monolog Nuki zaskoczył Tosię i pozostałe zwierzęta, ale słowa wypowiedziane przez suczkę pozwoliły wszystkim poukładać sobie w głowie niektóre sprawy, widać każdy potrafił docenić jej
umiejętność dobierania ważnych słów do ważnych myśli. Tosia podziękowała Nuce, gładząc ją po jej drobnej łapce. Jako jedyna niezadowolona przemówiła Róża:
- Nie zgadzam się z tym, co powiedziałaś. Chciałabym, ale to się nie sprawdza. Bo niby dlaczego ja, która wiem, na co mnie stać, bo potrafię dać z siebie wszystko, aby pokazać innym, gdzie raki
zimują, potrafię powiedzieć tyle mądrych rzeczy, zrobić tak wiele, wtedy – Róża posmutniała – no wiecie, wtedy na podwórku gospody nie dałam rady. No nie dałam rady, chociaż wiem, że jestem
wspaniałą mówczynią.
Nuka uśmiechnęła się na te słowa koleżanki:
- No bo tak naprawdę przecież wszyscy wiemy, i ty, i my, że żaden z nas nie potrafi mówić po człowieczemu, więc jak miałabyś się wtedy z panią Basią dogadać? Tego nikt z nas nie potrafi.
Można stawiać swoje cele wysoko, ale z głową kochana Różo. Niektóre rzeczy nie są realne, ponieważ takie są prawa fizyki, biologii i świata w ogóle. Musimy mocno stąpać po ziemi, czasem
nosem zawadzając o chmury, ale z rozsądkiem, aby nam głowa nie odleciała. - Zaśmiała się poczciwie Nuka. - Tosia chciała przeżyć przygodę, być jak postaci z filmów, ale przecież nagle nie
przeobraziła się w jedną z nich. Pozostała sobą.
- Tak, chciałam – wtrąciła Tosia – ale wiem też, że nie jestem Supermenem, nie potrafię latać. Nie jestem Rambo i nie potrafię się bić, nie jestem też Shrekiem ani strażakiem Samem. Ale to nie
zabrania mi marzyć o przygodach, jakie przeżyli, a marzenia wprowadzać w życie.
- Ale za to jesteś najodważniejszą kurką, jaką znam - dodała Eleonora. - i nam to wystarczy. - Spojrzała na pozostałych, którzy twierdząco kiwali głowami.
- Chyba masz rację - niepewnym głosem odpowiedziała gąska. - Może za wiele sobie wyobrażam. Wydaje mi się, że muszę trochę nad sobą popracować.
- Każdy musi – dodała Nuka.
 
Zwierzęta były pod wielkim wrażeniem słów Nuki, pod wielkim wrażeniem odwagi Tosi i pod wielkim wrażeniem przejażdżki na przyczepie, która to właśnie dobiegała końca. Pani Basia zwolniła trochę na ostatnim zakręcie, aby bezpiecznie móc wjechać w bramę swojego gospodarstwa. 
- No zwierzaki jesteśmy w domu! - Kobieta z czułością pomogła zejść z przyczepy swoim podopiecznym. Na koniec wzięła na ręce Olkę, gdyż to właśnie jej należało się specjalne

traktowanie. Zwierzęta z gospody nie mogły uwierzyć własnym oczom.

- To wy? - dopytywały jednym głosem króliki, kaczki, kurki oraz świnki. - Żyjecie? Jak to możliwe? Gdzie byliście tak długo? - Pytaniom nie było końca. Tego wieczoru zwierzęta oraz pani

Basia wspólnie biesiadowały na ich wielkim podwórku. Kobieta częstowała wszystkich ich ulubionymi smakołykami, a zwierzęta nie odstępowały siebie na krok. Róża snuła opowieści o

minionych zdarzeniach, tak, aby każdy mieszkaniec gospody mógł poczuć na własnej skórze dreszczyk emocji, wielu z nich otworzyły się oczy oraz serca na to co nieznane, co za rogiem.

Wizja spotkania wrednej dziewczynki, która w rzeczy samej nie była taka wredna, nęciła pozostałe kurki i świnki. Zwierzęta powoli przekonywały się do myśli, że nie ma się czego bać, ale i tak,

wiadomo, najlepiej jest w domu, razem z wszystkimi. Basia nadsłuchiwała rozmów zwierząt, choć nic z nich nie rozumiała, była pewna, że rozprawiają o czymś ważnym, niezwykle ważnym i cieszył

ją ten widok. Oj ogromnie cieszył, gdyż najbardziej na świecie kochała swoje zwierzaki.

 

Koniec

 
 

Dodaj bajkę

Szukaj

"Odkryj e-wolontariat"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek nagrodzona!

Bajkownia.org -Fabryka Bajek zajęła 2 miejsce w ogólnopolskim konkursie "Odkryj e-wolontariat""

Patronat medialny

 

 190x120 anim bajk

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek wspiera akcję Ministerstwa Środowiska - "Pobierz aplikację na smartfona i zagraj z dzieckiem w „Posegreguj śmieci”.  Sprawdź kto z Was zostanie mistrzem w segregowaniu?"

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - druga tura konkursu na najlepsze strony Internetu

 

Bajkownia.org - Fabryka Bajek dla dzieci - Złota Strona Tygodnia Wprost lipiec 2012